sobota, 10 października 2015

. Rozdział III - Idź spać


 - Kim jesteś? - zapytała młoda dziewczyna, siedząc we własnej sypialni, w fotelu.
 Gemini zamknęła drzwi i podeszła do niej. - Co za maniery - prychnęła. - Jestem księżniczką! Skłoń się!
 - Próżną i zarozumiałą ludzką istotą - poprawiła ją Zabójczyni Gwiazd. - Nigdy nie pokłonię się człowiekowi.
Wargi księżniczki wygięły się w niesmaku, a twarz Gemini w obrzydzeniu.
 - Co tu robisz? - miała ładny melodyjny głos, lecz nie mógł dorównać głosowi Gemini. -  Straże!!!
 - Są pod moją kontrolą, daruj sobie - Gemini złapała ją za szyję i uniosła.
Księżniczka zaczęła się krztusić. Kopnęła Zabójczynię w w brzuch, ale na białowłosej nie zrobiło to wrażenia.
 - Idź spać - szepnęła, patrząc w zielone oczy księżniczki. - Technika Zabójcy Gwiazd: Kasjopeja.
Księżniczka zasnęła.
Gemini przemieniła się w nią, a do jej głowy napłynęły wspomnienia i myśli prawdziwej księżniczki.
Ninami... czyli teraz tak się nazywam, pomyślała Gemini.
Podeszła do kotary przy łóżku. Kopnęła ścianę, a skrytka uchyliła drzwi. Gemini wrzuciła tam księżniczkę.
 - Technika Zabójcy Gwiazd: Warkocz Bereniki.
Złota lina oplotła nogi nadgarstki Księżniczki oraz zaryglowała jej usta. Gemini zamknęła skrytkę i zasunęła kotarę.

***

Gemini nie sądziła, że trzy dni w pałacu będą dla niej taką katorgą. Utrzymywanie przemiany było dla niej ciężkie mimo, że znalazła sposób, by być dłużej fałszywą księżniczką. Jednak to odbiło się na jej zdrowiu. Gemini miała rodzaj anemii, na który czasem cierpią Gwiezdne Duchy.
Robiła wszystko tak jakby robiła to prawdziwa Ninami, jednak to było wyjątkowo trudne. Rozpieszczona, próżna księżniczka. Do tego płaska jak deska. 
 - Panienka wygląda ślicznie w tej sukience - powiedziała stara służąca, czesząc włosy dziewczyny, która siedziała w fotelu.
Gemini miała na sobie czerwoną suknię długą do ziemi, bez ramiączek. Na wierzchu miała krwistego koloru gorset, z czarnymi wiązaniami z tyłu.
 - Zostaw rozpuszczone - powiedziała Gemini, głosem księżniczki.
Dziewczyna podeszła do lustra.
Dekolt... bez wypełnienia, pomyślała Gemini.
 - Wyjdź, Ira - rozkazała.
 - Ale panienka... już musi iść.
 - Czekaj pod drzwiami.
Służąca wyszła. Gemini spojrzała na odbicie Ninami i wróciła do swojej prawdziwej postaci Zabójczyni Gwiazd, a dekolt sukienki wypełnił się kształtnymi piersiami. Wróciła do formy księżniczki. Kocham magię kopii, pomyślała szczerze. Twarz miała Ninami, ciało swoje. Założyła tiarę i wyszła z sypialni,
***

Sala balowa była spora, ale bez zbędnych zdobień. Gemini nie wiedziała gdzie ma się udać... może z kimś zatańczyć? Porozmawiać z kimś? 
 Wpadła na jakiegoś mężczyznę.
Odsunęła się.
 - Przepraszam - powiedziała.
Mężczyzna, odwrócił się w jej stronę. Odstawił kieliszek na tacę przechodzącego kelnera i przyjrzał się dziewczynie. Miał przystojną twarz, umięśnione ciało skryte pod białą togą. Złote oczy i białe włosy związane w koński ogon.
 - Acnologia? - fałszywa księżniczka zmarszczyła brwi.
  - Gemini - uśmiechnął się. - Rozpoznałem twój zapach, ale twarz mi nie pasowała...
 - Co tu robisz? Mówiłeś, że smoki nienawidzą tego miejsca - powiedziała bardzo cicho, co dla zwykłego człowieka byłoby niedosłyszalne w tym gwarze i muzyce.
 - Bo nienawidzą - przytaknął. - Ale muszę cię z tond zabrać, kiedy już zdobędziesz błyskotkę.
 - A co z Brzask? Muszę po nią wrócić - powiedziała.
 - Jest już w rezydencji - Acnologia skłonił się przed dziewczyną, wyciągając dłoń. - Zatańczysz?
 Podała mu dłoń bez słowa.
Przyciągnął ją do siebie, obejmując w tali. 
 - Księżniczka ma niezłe ciałko - powiedział.
 - To moje ciało - mruknęła. - Księżniczką byś się nie zadowolił.
 - Skoro tak mówisz.
Gemini po kryjomu rozglądała się po gościach.
 - Acnologia? - spojrzała mu w oczy.
 - Hę?
 - Rok temu byłam w kilku miejscach na ziemi... były to miasteczka, nie tak rozwinięte jak to miasto. Nie znali innego stroju jak toga i nie mieli takiej architektury...
 - Te królestwo jak cztery inne wybudowali na ziemi, która smokom się źle kojarzy. Bez zagrożenia, które by pożerało mieszkańców i niszczyło domy szybko się rozwinęli. Na tej ziemi są cztery królestwa.  portowe WhiteShell na południu, królestwo w północnych górach Emoria, na wschodzie Dustland  i  Rosalia na zachodzie. Poza tym od jakiegoś czasu smoki coraz rzadziej atakują inne miasta, które nie są już tak zacofane jak dwadzieścia lat temu.
 - Ludzie są ohydni - mruknęła patrząc jak tłusta kobieta zapycha się pieczonymi nóżkami wodnych ptaków mimo, że rozmawiała w tym samym czasie z mężem, szlachcicem. Tłuszcz mięsa pociekł jej po brodzie.
 - Co to za bachory? - zapytał Acnologia kiedy jeden z rozkrzyczanych ośmiolatków przebiegł między jego i Gemini nogami.
 - Nie wiem. Nie przepadam za ludzkimi dziećmi.
Spuściła wzrok. Acnologia obrócił nią i przyciągnął znów do siebie.
 - Jestem na liście kandydatów?
 - Chciałbyś - błysnęła zębami w uśmiechu
Zmrużył oczy, zniżając wzrok na jej dekolt.
 - Proszę o chwilę ciszy - monarchini Rosali podniosła głos.  - Ninami...
 - Znajdę cię, kiedy skończą się te pierdoły - powiedział Acnologia.

***

Wbiegła do sypialni prawdziwej księżniczki, a za nią Acnologia.
 - Gdzie ona jest? - zapytał.
 - Za zasłoną - zdjęła pierścionek i położyła go na blacie, skupiając swoją wole, kiedy Acnologia wyciągał śpiącą księżniczkę
Nie mieli za wiele czasu. Narzeczony chciał od razu zabrać swoją ''ukochaną'' do WhiteShell. Fałszywa księżniczka zdobyła nieco czasu mówiąc, że musi się spakować i pobiegła do sypialni.
 - Zarosła pajęczyną - mruknął i spojrzał Gemini przez ramię. 
Zobaczył dwa pierścienie, ale tylko od jednego buzowała energia magiczna.
 - Co ty zrobiłaś? - zapytał, kiedy założyła oryginalny pierścionek na palec, a podróbkę na palec księżniczki.
 - Skopiowałam pierścień - powiedziała. - Technika Zabójcy Gwiazd: Panna!
Z ciała Ninami zniknęła pajęczyna, ciało i włosy oczyściły się, a sama księżniczka otworzyła oczy. Zabójczyni Gwiazd spojrzała na Acnologię, który wziął ją na ręce i wyskoczył przez okno.

***

Czarny smok wylądował przed rezydencją, po czym zmienił się w białowłosego mężczyznę. Niósł ją, jakby była panną młodą. Dziewczyna spała. 
 Acnologia zaniósł ją do jej sypialni i położył na łóżku. Przykrył ją kołdrą. Patrząc na śpiącą Gemini, Acnologia pomyślał o swojej córce, kiedy była jeszcze małym demonem.
Jego uwagę przykuły ''światełka'' w pierścieniu, które migotały.
 - Wyglądają jak gwiazdy, prawda? - dziewczyna spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
 - Tak - przyznał.


~ Viku


czwartek, 17 września 2015

. Rozdział II - Złota Rybka

  Niebo przybrało pomarańczowy odcień brzasku.
  Gemini przetarła oczy, zmęczona po całonocnej jeździe stępem. Przy najbliższym strumyku zsiadła z Brzask, pozwoliła koniowi się napić i poskubać trawy przystrojonej rosą.

  Kiedy słońce było już w zenicie wsiadła na Brzask i popędziła ją do galopu.
Jeszcze tej nocy znalazły się w mieście, a dokładniej pod murami miasta.
 - Kto idzie? - zapytał strażnik ubrany we wściekle zielone getry i beret na ogolonej głowie.
 - Posłaniec jej królewskiej mości. Otwórz mi bramę - odparła Gemini spokojnym tonem.
 - Nie mogę. Brama otwierana rano - mówił jakby recytował wierszyk, łamanym językiem, który świadczył o jego wiejskim pochodzeniu.
 - Hę? - dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Środki bezpieczeństwa. Przyjdźta jutro!
Gemini zacisnęła pięści na wodzy klaczy.
- Królowa nie będzie zachwycona zwłoką - zawróciła konia.

  Siedząc na kamieniu i trzymając wodzę śpiącej klaczy Gemini walczyła z sennością. Nie mogła tak po prostu wysadzić bramy. Strażnicy podnieśliby alarm oznajmiając przybycie maga. Panika ogarnęłaby miasto, a niektórzy rozpoczęliby polowania.
- Uhu uhu hu.
Podskoczyła, słysząc Vulcana. Dostrzegła jego oczy w ciemnościach. Zielony, wielki goryl wyszczerzył kły, odbijające światło księżyca.
- Ty! Moja! - zabrzał podniecony głos Vulcana. 
- Chyba w snach - mruknęła Gemini, a w jej głowie zaświtał pomysł.
- Pójdziesz ze mną. Uhu hu uhu.
Gemini przewróciła oczami.
- Jeśli coś dla mnie zrobisz - powiedziała.
- Zrobić? 
- Tak. W tedy mnie weźmiesz - kłamała z uśmiechem na ustach.
- Co zrobić? Uhu.
- Idź po swoich kolegów i rozwal bramę miasta ludzi - powiedziała.
- Uhu! - Vulcan odbiegł.

Po pół godzinie dało się słyszeć dźwięk rogu i odgłosy wydawane przez stado napalonych, zielonych goryli.
Gemini wsiadła na Brzask. Galopem dotarły pod mury.
Vulcany wywarzyły bramę. Było ich czterech, w okół nich tłum ludzi w zielonych beretach z włóczniami w dłoniach. Gemini uśmiechnęła się.
- Technika Zabójcy Gwiazd - wyciągnęła rękę przed siebie. - Złota Rybka.
Z jej dłoni wystrzeliła mała złota rybka i popłynęła w powietrzu do Vulcan'ów i strażników.
Oślepiający błysk światła zakrył scenerię przed rozwaloną bramą.
Ludzie i goryle leżeli na ziemi oszołomieni.
Gemini nie tracąc czasu przekroczyła mury miasta. Brzask nie patrzyła czy staje na ziemi czy na ludzkich ciałach. Szła grzecznie za Gemini.
 Ulica główna była pokryta kamiennymi kocimi łbami. Była szeroka, a po obydwu jej stronach stały domy kupców i bogatszej części ludności. Niektóre budynki na parterze miały witryny sklepowe. Drogę oświetlały pochodnie, powieszone na metalowych kołkach, wbite w kamienne ściany.
 W głowie Gemini zrodziło się pytanie, na które po chwili sama sobie odpowiedziała. 
 Czemu smoki nie zniszczyły tego miasta? Oh, wszystkie budynki są z kamienia.
Po ułamku sekundy jeszcze jedno pytanie. Mogły by inaczej zniszczyć... nie używając ognia. Coś je musi odstraszać.
I w tedy przypomniała sobie jedną z wielu rozmów z Acnologią przeprowadzoną w bibliotece.
 - Są tu jakieś miasta? - zapytała.
 - Najbliżej jest Rosalia, o ile nie przekręciłem nazwy...
 - Byłeś tam? 
 -Kilka razy. Nie lubię tego miasta. Mają brzydkie dziwki.
 - Tylko dlatego?
 - Eh... nie znam smoka, który zapuściłby się w tamte tereny. Głupi ludzie wybudowali to miasto na Ziemi Wężownika. Emanuje dziwną energią.
 Zauważyła plac główny, trzysta metrów dalej. Dostrzegła posąg wyciosany z kamienia, przedstawiał ogromnego węża, ''siedział'' z wygiętą szyją i łbem skierowanym w stronę bramy, oplatając ogonem podest. Za nim stała szubienica z trzema sznurami.
 Usłyszała tupot wielu nóg.
Skryła się z klaczą w zaułku, miedzy najbliższymi dwoma budynkami. Druga grupa strażników pobiegła do bramy. Złota Rybka nie trwa długo na ludziach. Najprawdopodobniej zielone getry i berety stały nad Vuclanami, przebijając ich włóczniami.
Gemini postanowiła nie wracać na główną ulicę. Zauważyła, że zaułek ciągnie się dalej. Szła dalej, coraz głębiej. Usłyszała dwa głosy. Męski i kobiecy.
 - No już, oduczy cię to szlajania się po zmroku, ślicznotko - zarechotała męska postać.
 - Zostaw mnie, brudasie - zapiszczał damski głos.
Gemini, mimo braku oświetlenia, widziała ich. Mężczyzna trzymał śliczną blondynkę, w niebieskiej todze, za ramiona i przyciskał do ściany.
 - No dalej - zerechotał. - Podciągnij sukieneczkę - znów zarechotał.
Zabójczyni dostrzegła jak podwija jej togę i łapie za nagie udo. Blondynka pisnęła i zaczęła go bić małymi piąstkami. Zarechotał ponownie i złapał jej nadgarstki, i trzymał ponad jej głową. Blondynka wiła się, próbując uciec, ale mężczyzna był silniejszy. Przycisnął ją całym ciałem do ściany ze zboczonym uśmiechem.
 Zostawię ich samych, pomyślała i chciała zawrócić, lecz Brzask zarżała w sprzeciwie.

 Odwrócił głowę w kierunku hałasu i zobaczył konia, a obok niego zakapturzoną postać. Koń zarżał ponownie i prychnął gniewnie. 
 - Czego tu? - warknął mężczyzna.
Postać nie odpowiedziała.
 - Świetnie - mruknął. - To stój i patrz - spojrzał na blondynkę i podwinął jej togę.

Gemini pociągnęła w dół wodze klaczy, by się uspokoiła. O co chodzi temu koniowi? Brzask szturchnęła nosem ramię Zabójczyni.
 - Zostaw tę panią - odezwała się, zmieniając ton głosu by wydawał się męski. 
 - I co jeszcze? - prychnął facet. - Wypierdalaj z tond. Przeszkadzasz mi - kontynuował podwijanie togi blondyny.
 - Głuchy, a może głupi? - Gemini błysnęła teraz złotymi oczami. - Nieważne. Twój czas się skończył.
 - Co ty pierdolisz, chłopie? - mężczyzna spojrzał na postać, odrywając wzrok od dekoltu blondynki.
 - Technika Zabójcy Gwiazd: Strzała - Gemini wyciągnęła przed siebie rękę, z której wystrzeliła złota strzała i trafiła mężczyznę. Ten zatoczył się do tyłu puszczając blondynkę i upadł na kamienne kocie łby.
 Blondynka stała sparaliżowana, a potem spojrzała na Zabójczynię.
 - Ty jesteś magiem - szepnęła.
 - I?
 - Dziękuję - podeszła do Zabójczyni. - Dziękuję ci, mój panie. Uratowałeś mnie.
Brzask wyprostowała się dumnie.
  - Uważaj na siebie. Drugi raz mnie nie spotkasz - powiedziała Zabójczyni Gwiazd.
 Blondynka skinęła głową.
 - Jeszcze raz ci dziękuję, mój panie - zarzuciła ręce na szyi Gemini i ją pocałowała.
Ciało Zabójczyni zesztywniało, ale równie szybko się rozluźniło pod wpływem warg dziewczyny. Jeśli gra mężczyznę niech gra do końca.
Blondynka zarumieniła się, cofając o krok.
 - Żegnaj - powiedziała i pobiegła w stronę głównej ulicy.
Gemini wytarła usta wierzchem dłoni i ruszyła w dalszą drogę.
 Domy z ładnych kamienic zmieniały się w coraz bardziej zniszczone aż doszła do slumsów.
 - Śmierdzi tu - mruknęła, a Brzask zadrżała, popierając ją. - Przynajmniej tu drogi są oświetlone...
Przeszły mostem, pod którym Gemini zauważyła biedaczkę opłakującą wychudzone dziecko.
Mijała ruderę, aż zaczepiła ją dziwka.
 - Chodź, nie pożałujesz - rudowłosa dziewczyna również pomyliła płeć Gemini.
Rzeczywiście brzydka, pomyślała,
 - Po pięciu piwach śliczności! - zawołał ktoś ze środka burdelu.
Twarz Gemini wygięła się w obrzydzeniu i poszła dalej.
Błądząc doszła do mniej ubogiej części. Stały tam karczmy, a w nich śpiewali pijani faceci z kelnerkami na kolanach.
Nieco dalej postawiona została drewniana stajnia. Gemini przywiązała klacz do pala i usiadła na sianie, opierając się plecami o ścianę i przymknęła oczy.

 - Hej. Zbudź się.
Gemini otworzyła oko, ale nic poza czernią kaptura nie zobaczyła. Podniosła się i strzepała siano z policzka, czuła, że nie spała długo. Spojrzała na chłopaka klęczącego przy niej.
 - Zabalowało się wczoraj, co? - młodzieniec uśmiechnął się.
 - Dopadło mnie zmęczenie - mruknęła Gemini. - Jestem... posłańcem - zrzuciła kaptur.
 - Oh. Jesteś dziewczyną. 
 Spojrzała na niego z pod byka i wstała.
 - Kogo stajnia? - zapytała.
 - Moja, po rodzicach - powiedział.
 - Masz wolny boks? - zapytała, odwiązując brzask.
 - Może mam...
 Wcisnęła mu dłoń małą sakiewkę.
 - Pięć nocy z wyżywieniem - pogładziła swojego wierzchowca po szyi.
 - Liczyłem na inną zapłatę.
 Gemini spojrzała na niego.
 - Kpisz sobie ze mnie? - zapytała szorstko.
Zaśmiał się i wziął od niej wodze klaczy.
Gemini poszła za nim i patrzyła jak wprowadza jej klacz do boksu, po czym ściąga z niej wodze i siodło i kładzie na sianie przy wejściu do boksu.
 - Do zobaczenia, Brzask - pogładziła klaczkę po chrapach i wyszła.
 - Ej! - zawołał za nią chłopak. - Nie chciałabyś przenocować? Chyba nie masz się gdzie podziać...
Spojrzała na niego.
 - Zajmij się moim koniem - powiedziała i ruszyła w stronę zamku, którego jedyne trzy wieżyczki wystawały ponad dachy domów.

 - Jestem posłańcem. Mam list dla księżniczki - oznajmiła strażnikom, którzy stali u wrót. Ich berety były wściekle żółte.
 - A od kogo? - dopytał strażnik.
 - Od mego pana.
 - Kim jest twój pan?
Uśmiechnęła się.
 - Technika Zabójcy Gwiazd: Andromeda - powiedziała, patrząc to na jednego to na drugiego, a ich umysły zostały jej na krótki czas podporządkowane. 
Otworzyli jej drzwi, patrzą jak zombie przed siebie,. Weszła stawiając pewne siebie kroki.

~Viku
___

Chciałam nieco rozwinąć, ale stwierdziłam, że po co macie dłużej czekać.


Butterfly koi:






sobota, 12 września 2015

. Rozdział I - Nie usłyszysz jej


Akuma uwielbiała takie wieczory jak ten. Stała na balkonie w sukience, która zakrywała blizny na jej ciele, patrząc na zachodzące słońce.
Wspominała szczęśliwe dzieciństwo. Nie pamiętała wydarzeń sprzed siedemnastu lat.
 Zanurzyła się we wspomnieniach, w których Acnologia zabierał ją nad jezioro. Miała w tedy dziewięć lat, gdy zaczął uczyć ją pływać. Po prostu wrzucał ją do wody.
 - Dopłyń do mnie, diable.
 - Tato, topię się.
 - Uspokój się - mówił łagodniej niż zwykle. - Woda sama cię uniesie. 
  Westchnęła. Jednak najbardziej wyrazistymi wspomnieniami były dni, w których Acnologia uczył ją technik Zabójcy Smoków.
 - Użyj tego ciosu na mnie.
 - Nie chcę!
 - Nic mi nie będzie, diable. 
 - Pięść Czarnego Smoka!
Ośmioletnia Akuma uderzyła w brzuch swojego smoczego ojca.
 - Już? Nic nie poczułem...
 - Ale...
 - Kiedyś będziesz wystarczająco silna, by wyrządzić krzywdę nawet mi.
 - Nie chcę cię krzywdzić, tatusiu...
Uniosła głowę, a jej wzrok spoczął na najjaśniejszej gwieździe. Ciekawe co to za konstelacja, pomyślała Akuma, Gemini pewnie wie.
 Dziewczyna potrząsnęła głową, wracając do poprzednich myśli.
 - Wystarczająco silna - powiedziała do siebie - stałam się, kiedy odkryłam moją Smoczą Siłę...
 - Czym jest Smocza Siła? - zapytał cichy głos, dochodzący z jej pokoju.
 Akuma rozpoznała ten zapach, a jej siostra weszła na balkon.
 - Potężna technika, a raczej stadium Zabójcy Smoków - powiedziała Akuma. - Kiedy ciało Zabójcy zaczyna przypominać ciało smoka. A siła, szybkość i moc zwiększa się. Zabójcy Gwiazd nie maja czegoś takiego? Seirei Fōsu?
 - Zodiak - powiedziała. - Ale pełną siłę Gwiazd otrzymujemy, kiedy zabijemy nasz zodiak. Moment, w którym stajemy się Gwiezdnym Duchem i tracimy dostęp do technik Zabójcy Gwiazd. Nie potrafiłabym zabić moich rodziców.
 - Też nazywacie ich rodzicami?
 - Wychowali nas. Jak inaczej mielibyśmy ich nazywać? - Gemini oparła się o barierkę. - Piękne dziś niebo. Ani jednej chmury... - przymknęła oczy, czując na skórze przyjemnie zimne powietrze. - Lubię tę melodię...
 - Jaką melodię? - zapytała Akuma, nie słysząc żadnej muzyki nawet przy smoczych zmysłach.
 - Nie usłyszysz jej - mówiła melancholijnym głosem. - Jej piosenka niesie się po niebie.
 - Kogo?
 - Lyra - Gemini otworzyła oczy i wskazała dłonią gwiazdozbiór. - Gra na Lutni... i zaczęła śpiewać.
Akuma słyszała tylko świerszcze i szelest smoczych skrzydeł.
 - Zabierzesz mnie kiedyś do swojego świata? - zapytała Akuma.
 - Kiedyś - odparła Gemini. - W dalekiej przyszłości.
 Akuma uśmiechnęła się.
 - Jaki jest twój świat?
 - Fioletowy - odparła Gemini z lekkim uśmiechem.

***

 - Co cię spowolniło? - zapytał Zeref.
 - Oglądałam gwiazdy z Akumą - odparła Gemini, siadając w fotelu. - Czemu chciałeś się ze mną spotkać?
 - Chciałabyś zostać księżniczką? - zapytał.
 - Nie rozumiem cię, Zeref - powiedziała zdziwiona.
 - Potrzebna mi jest twoja umiejętność kopiowania. Nie mogę wysłać żadnego demona, one nienawidzą ludzi. A Acnologia... jest smokiem.
 - Co ma do tego zostanie księżniczką?
 - Rodzina królewska nie wie, że są w posiadaniu magicznego przedmiotu. Mają pierścień z czarnego kamienia, który może ich zabić. Absorbuje w sobie wielką moc, nie zabije tylko potężnego maga.
 - Nie chcesz uratować ludzi, potrzebujesz tej błyskotki, prawda?
 - Zdobądź ją, ale tak, by nie wyglądało to na robotę maga, ani złodzieja.
 - Zeref... ja też nienawidzę ludzi.
 - Ale ty powstrzymasz się przed wysadzeniem ich małego królestwa, prawda?
Kiwnęła głową.
 - Królowa wydaje za mąż najstarszą córkę. Zaręczyny odbędą się za pięć dni. Wybierze kandydata, który zaręczy się tym pierścieniem z księżniczką. Prawdziwa księżniczka by została pochłonięta przez kamień. Jak długo wytrzyma twoja Magia Kopii?
- Kilka minut.
 - To ważne, Gemini - Zeref wstał i podszedł do niej.
 - Zrobię wszystko co w mojej mocy - powiedziała. - Tylko jak mam się dostać do królestwa i rozpoznać księżniczkę?
 - Za wschód od rezydencji. Piesza droga potrwa trzy dni, weź jakieś stworzenie ze stajni. Księżniczkę rozpoznasz bez problemów. Minęło jej już piętnaście wiosen, a jej rodzeństwo to wciąż bachory.
 - Akuma...
 - Powiem jej, że musiałaś się udać do swojego świata i wrócisz za kilka dni
 - Dobrze - westchnęła. - Wyruszę za godzinę... Zeref, ten pierścień ma jakieś imię?
 - Nocne Niebo - odparł mag, a Gemini wyszła z salonu.
Zamknęła drzwi i spostrzegła, opartego o ścianę, demona. Nie patrzył na nią, ale złapał ją za nadgarstek, kiedy przeszła obok.
 Udał się z nią do wyjścia, bez słowa.
Wyszli z rezydencji, a dziewczyna poczuła na skórze chłodne, nocne powietrze.
 - Słyszałeś...
 - Nie - odpowiedział zanim skończyła. - Nie słyszałem, ale wiem gdzie jedziesz i co masz zrobić. Mówił mi.
 - Nie wyglądasz na zadowolonego.
 - Nie chcę cię spuszczać z oka - powiedział.
Gemini spuściła wzrok. Od kiedy ją pocałował minęły trzy dni i od tego czasu starał się spędzić z nią każdą wolną chwilę za dnia. Towarzyszył jej w bibliotece, grał z nią w gry karciane w salonie i spacerował z nią po szklarni, ale nie spędził z nią jeszcze żadnej nocy. Gemini czuła się nieco nieswojo w jego towarzystwie. Może miała lekkie poczucie winy, które przejdzie jej z czasem?
Wchodząc do stajni uderzyło ją ciepło.
 - Co bierzesz? - zapytał.
 - Konia - odparła. - Nie chcę się wyróżniać na przerośniętym kocie.
Podeszła do boksu bułanej klaczy.
 - Witaj Brzask - pogładziła konia po chrapach.
Klacz zadrżała. Gemini odwróciła się, by iść po sprzęt, ale E.N.D. trzymał już sprzęt zwierzęcia.
Gemini wyczyściła klacz i zarzuciła na nią czarny czaprak, po czym siodło i założyła jej uzdę. Wyprowadziła w pełni ubraną klacz ze stajni.
 - E.N.D. - spojrzała na demona. - Tylko nie się martw się o mnie.
 Demon westchnął. Przytulił dziewczynę, po czym uniósł jej brodę i spojrzał jej w oczy. Pocałował ją po raz pierwszy od czasu ich pierwszego pocałunku.
Klacz pchnęła Gemini nosem, nie mogąc się doczekać podróży.
Zabójczyni Gwiazd odkleiła się od demona.
 - Tylko nie spadnij, Gwiazdko - uśmiechnął się.
 - Bardzo śmieszne - przewróciła oczami i wsiadła na konia. - Szukająca Gwiazda: Kompas - powiedziała, a w jej dłoni pojawił się mały kompas. Spojrzała na E.N.D. i uśmiechnęła się mimowolnie.
- Szkoda, że dziś nie ma pełni - powiedział.
- Wystarczą mi gwiazdy - powiedziała, a koń ruszył stępem na wchód.

~Viku
__

Okey, pierwszy rozdział Sagi Bliźniąt.
Pisałam ten rozdział trzy razy, aż w końcu się udało.

He's so cute^^

sobota, 5 września 2015

Saga Bliźniąt

 Płomienie pożerały wioskę. Drewniane domy nadgryzał  niebieski ogień, a ludzie próbowali uciec, trzymając w rękach dobytek. Zwierzęta uciekały z zagród, a te którym się nie udało płonęły żywcem.  Smok zanurkował łapiąc między zęby kobietę z dzieckiem w ramionach. Kreatura wzbiła się w powietrze i zatrzasnęła na niej zęby. Deszcz krwi skroplił wściekle czerwone ogniki.
  W powietrzu unosiły się piski, wycia i kwiczenie zmieszane ze swądem palonych ciał ludzkich i zwierzęcych.
 Ryk smoka rozległ się po niebie. Wodospad ognia wydobył się z pyska gada, zalewając wioskę. Kolejne krzyki przedarły się ponad pożogę.
 Nikt nie zwracał uwagi na dziecko, które utknęło pod gałęzią. Los dziecka przypieczętowała łapa smoka, rozgniatając główkę chłopczyka.
 Smok musiał się wyładować emocje, a ta wioska po prostu miała pecha.


 Niebo o brzasku przybrało kolor krwi, nie pozwalając zapomnieć o wydarzeniach z poprzedniego dnia.
 Płomienie zniknęły, zostawiając po sobie zgliszcza, będące zarazem cmentarzyskiem.
 Patrzył na to z twarzą, która nie wyrażała żadnych emocji. Ruszył między gruzy.
 Trupy... Trupy wszędzie... Droga usłana ścierwem... Szkielety drzew przystrojone zwęglonymi wnętrznościami...  A jeden jedyny płacz wniósł się ponad wszystko.
 Zatrzymał się. Zmienił kierunek, kierując się w stronę źródła hałasu.
 Zobaczył mężczyznę i kobietę, a raczej ich truchła przygniecione drewnianą belą. Twarze mieli w piachu, ale ręce wyciągnięte przed siebie, jakby próbowali coś... ochronić? Może te płaczące maleństwo? Te poranione, pokryte krwią, ze skórą stopioną na małej nóżce, dziecko?
 Zmarszczył brwi i podszedł do maleństwa. Przekrzywił głowę, patrząc na rozryczanego gówniarza.
 - Czego ryczysz? - zapytał mężczyzna.
Dziecko spojrzało na niego czerwonymi oczami, wciąż szklącymi się od łez. Siedziało, nie potrafiąc stać. Wyciągnęła do niego rączki.
 - Chodź, mały diable - wziął ją na ręce i zabrał daleko od zgliszczy, które sam stworzył.

Wystarczająco silna, skoro przeżyła.
Wystarczająco silna, by żyć dalej.

~ Viku
___

Wprowadzenie do Sagi Bliźniąt. 

 Czego się możecie spodziewać? 

~  NIE BĘDĘ SIĘ JUŻ PODPISYWAŁA ZAKRWAWIONY KAPTUREK, TERAZ NA KOŃCU ROZDZIAŁU BĘDZIE WIDNIAŁO ~ VIKU [moje obozowe przezwisko]

~ Poznacie wszystkich zabójców gwiazd
~ Co wyniknie z pocałunku E.N.D. i Gemini?
 ~ Czy Zerefowi i Akumie uda się spędzić wspólnie noc.
~ Erotyki... długo się naczekaliście, więc w końcu jakiś trzeba napisać - zgodnie z obietnicą.
~ Na pewno coś skomplikuję :D

Nekomimi's Vanilla and Chocolate Chibis:

~Każdy obrazek pochodzi z Pinterst


niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział VII - Zabiłam Zabójcę Gwiazd

Gemini otworzyła oczy, budząc się. Ziewnęła, siadając i przeciągnęła się.
 - Długo sobie pospałam - stwierdziła.
Rozejrzała się po pokoju i opadła na poduszki.
 - Co mi szkodzi... - wymamrotała, zaciągając kołdrę  pod brodę.
Nicolas, który czekał trzy godziny, z przerwami, aż dziewczyna się obudzi, szturchnął ją.
 - Plu plu - powiedział podirytowany.
 - Daj mi spać - jęknęła. - Dopiero południe... - schowała twarz w poduszkę.
Gwiezdny duch zeskoczył z jej łóżka, nie chciał dać za wygraną.
 - Plu - mruknął, a kiedy udało mu się doskoczyć do klamki wyszedł z sypialni.
Na korytarzu było cicho i pusto.
Poszedł na lewo i zapukał do czyiś drzwi. Odpowiedziała mu cisza.
 - Co ty tu robisz, maluchu? - zapytał męski głos.
Nicolas odwrócił się. Napotkawszy złote oczy, zaczął się bardziej trząść niż zwykle.
 - Czym ty jesteś? - zapytał, biorąc go na ręce.
 - Plu - odparł.
 - Ty jesteś zwierzątkiem Zodiakalnej? - Acnologia przekrzywił głowę, przyglądając się Nicolasowi.
Gwiezdny Duch spojrzał na niego zdziwiony i przerażony.
 - Zjadłbym cię - stwierdził Acnologia. - Ale utknąłbyś mi między zębami, maluchu. Odniosę cię.
Trzymając go na dłoni, wszedł do sypialni Gemini. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Nachylił się nad dziewczyną, podpierając się prawą, wolną ręką o jedną z poduszek.
 - Uważaj na niego, kochanie - zamruczał jej do ucha, kładąc na łóżku Nicolas'a.
Położyła się na plecach.
 - Dzień dobry, skarbie - uśmiechnął się.
 Nie odpowiedziała mu, nie ufając porannemu oddechowi.
Uniósł brew.
 - Plu - mruknął Nicolas.
Acnologia spojrzał na niego, a Gemini zakopała się w kołdrze.
 - Maleńka, nie chowaj się...
 - Chcę spać - odpowiedział mu głos z pod kołdry.
 - PLU - Nicolas wskoczył na Gemini i złapał kołdrę próbując zrzucić ją z dziewczyny . - PLU! - spojrzał na Acnologię.
Mężczyzna zrozumiał po chwili. Nicolasa odstawił na podłogę, po czym zrzucił z dziewczyny kołdrę. Jego oczom ukazała się skulona białowłosa w beżowej halce.
 Wymamrotała coś, podnosząc się. Spojrzała na Acnologię i wstała, kierując się do łazienki.

Po ośmiu minutach wyszła odświeżona w fioletowej todze.
Rozejrzała się, przeczesując palcami wilgotne włosy.
Poczuła jak traci grunt pod nogami. Acnologia, stojący za nią, wziął ją na ręce.
 - Nie dasz mi dziś spokoju? - zapytała.
Wyniósł ją z sypialni. Nicolas wyszedł za nimi, za wszelką cenę próbując dotrzymać kroku Acnologii.
 - E.N.D.'a nie ma to ktoś musi się tobą opiekować.
 - Jak to?
 - Wrócił do gildii.
 - Długo go nie będzie?
 - A co? Już tęsknisz? - postawił ją na podłodze.
Poczuła chłód posadzki stopami.
- Nie. Nie tęsknię - odparła. - Pójdę do biblioteki...
Skierowała kroki w tamtą stronę, Acnologia szedł za nią i otworzył jej drzwi.
 - Od kiedy jesteś dżentelmenem? - zapytała.
 Uśmiechnął się do niej.
 - I tak nie poruchasz - minęła go.
Zeszła po schodach i zobaczyła Akumę siedzącą w fotelu na przeciw niej Zeref. Wyglądali jakby przerwali rozmowę w chwili, kiedy Gemini weszła do biblioteki.
 - Witajcie - powiedziała niepewnie.
 Spojrzeli na nią.
Zawisła nad nimi cisza, którą, z uśmiechem, przerwała Akuma.
 - Gemini, siostrzyczko. Jak życie?
Białowłosa zmarszczyła brwi.
 - E.N.D. wrócił do gildii? - postanowiła nie odpowiadać na pytanie Akumy.
 - Dziś rano - odparła. - Nie mówił ci?
 - Nie...

 Gemini po niecałych dwóch tygodniach odzyskała siły. Pobyt na Ziemi odczuwała równie dobrze (albo nawet i lepiej) jak pobyt w Świecie Gwiezdnych Duchów. Odzyskała pełną moc, ale nikomu o tym nie wspomniała, znajdując zawsze jakąś odpowiedź odnośnie jej stanu zdrowia. Tak więc Gemini ten czas spędzała w bibliotece. Mało rozmawiała z resztą domowników, nie licząc Acnologii, który ''nadzorował'' ją w bibliotece. Spokój zastawał ją jedynie w jej sypialni. Trwało to miesiąc, aż Akuma, zaniepokojona ''powolnym powrotem do zdrowia'' Gemini, postanowiła ją o to zapytać, albo nawet i sprawdzić czy już wyzdrowiała.

 Akuma weszła do biblioteki, gdzie przez ostatnie cztery tygodnie, w ciągu dnia, przesiadywała Gemini.
 - Siostrzyczko? Jesteś tu? - Akuma rozejrzała się po czym weszła na piętro biblioteki.
Zmarszczyła brwi, nie widząc jej. Wciągnęła powietrze do płuc, poczuła zapach Zabójcy Gwiazd nieporównywalny z żadnym Ziemskim zapachem - delikatny, świeży. Kierując się za zapachem doszła do sypialni Zerefa. Zdziwiła się, po czym zaczęła nasłuchiwać. Słyszała ich głosy.
 W jej głowie zrodziła się chora scena.

 ~ Zeref, nie możemy *zarumieniona Gemini*
 ~ Czego się boisz?
~ Będzie boleć?
~ Rozluźnij się... *mruczy Zeref*
~ A co jeśli Akuma siedzi pod drzwiami?
~ Ci...
~ Aaaah!

 Akuma potrząsnęła głową, nie mogąc uwierzyć, że o tym pomyślała. Będzie to jeszcze ją dręczyło przed snem.
  - Przepraszam - usłyszała głos Gemini. - Chyba ... - nie dosłyszała.
 - W tedy sprawiałabyś, że wiele osób pogrążyłoby się w smutku - łagodny głos Zerefa, sprawiał, że Akuma się przybliżyła do drzwi.
 - Ale... - teraz Gemini
 Nie mogła rozróżnić słów wypowiedzianych przez Czarnego Maga. Zlały się w jedność.
 - Zeref?
 - Tak?
 - Ktoś jest za drzwiami...
Akuma przez chwilę pomyślała o ucieczce, ale ta myśl sama uciekła, kiedy Zeref otworzył drzwi sypialni.
 - Podsłuchujesz?
 - Szukam siostry.
Zeref wpuścił ją. Zabójczyni Gwiazd siedziała na skraju fotela z czerwonymi oczami.
 - Zeref, co jej się stało? - zapytała Akuma, klękając przy białowłosej.
 - Tylko nie dodawaj jej poczucia winy - odparł Czarny Mag.
 - O czym ty mówisz? - spytała.
Gemini spuściła głowę i zacisnęła pięści na błękitnej todze.
 - Powiedziała wszystko co siedziało na jej Gwiezdnej Duszy.
 - Powinnam odejść - odezwała się cicho Gemini.
Akuma miała ochotę trzasnąć ją w twarz i to zrobiła.
Gemini spojrzała na nią zdziwiona.
 - Okłamałam was - Gemini wstała. - Nie mam imienia, nie mam historii. Jestem w połowie Gwiezdnym Duchem ... umarłabym czterysta lat temu gdyby nie Gemi i Mini, a od kilku lat jestem wyrzutkiem Gwiezdnego Świata. Nienawidzę ludzkiej części mnie. Brzydzą mnie ludzie i nie jesteś moją siostrą. Nie mam prawa być częścią waszej rodziny. Nie zasłużyłam. Powinnam odejść.
Akuma cofnęła się o krok i jeszcze raz uderzyła Gemini, a białowłosa tylko stała.
 - Nie masz prawa mówić, że nie należysz do naszej rodziny - powiedziała Akuma, rozzłoszczona. - Jak możesz mówić, że powinnaś odejść?! Jak możesz mówić, że nie zasłużyłaś?
 - Przez moje... grzechy - odparła Gemini.
 - Jakie grzechy?
Odgłos pukania rozległ się po sypialni. Drzwi uchyliły się, a w drzwiach pojawił się E.N.D.
 - Bracie? Wróciłem... - zamilkł widząc Akumę i Gemini.
Akuma zignorowała jego przybycie...
 - Gemini, jakie grzechy? - powtórzyła.
 - Przeze mnie jest już tylko osiemdziesiąt osiem konstelacji...
 - C-co?
 - Zabiłam siedmiu gwiezdnych duchów i zniszczyłam ich konstelacje.
 - Czemu?
 -  Nie pamiętam.
 Akuma podeszła do Gemini.
 - Coś jeszcze?
Gemini zaszkliły się oczy.
 -  Zabiłam Zabójcę Gwiazd. Zabiłam kogoś z mojej Gwiezdnej Rodziny - powiedziała cicho, nie patrząc jej w oczy.
 - Zabiłaś członka rodziny? - szepnęła.
 - Nie panowałam nad sobą - Gemini zerknęła na nią.
Akuma zebrała myśli, zaczerpnęła powietrza i powoli je wypuściła.

Gemini wyleciała przez okno, rozbijając je swoim ciałem na drobne kawałki. E.N.D. patrzył w osłupieniu na Akumę, która przed chwilą użyła Pięści Demonicznego Zabójcy Smoków, celując w brzuch biąłowłosej. Zeref nie krył zdziwienia. Zauważył wzbierające się łzy w oczach Akumy, podszedł do niej i przytulił ją.
 - E.N.D. Idź do Gemini - powiedział.

Gemini leżała pośród odłamków szkła. Była nieco oszołomiona. Kątem oka dostrzegła E.N.D.'a.
 - Wróciłeś - powiedziała słabym głosem, gapiąc się w niebo.
 - Ale ty chcesz odejść...
 - Akuma właśnie mnie wyrzuciła z... domu - wydawało jej się, że pierwszy raz użyła świadomie tego określenia na rezydencję.
 - Nie zostawiaj rozpoczętej historii - szepnął.
Pomógł jej wstać. Przyciągnął ją do siebie i objął umięśnionymi ramionami.
 - Kogo zabiłaś? - zapytał cicho.
 -  Pierwszą Zabójczynię Byka - szepnęła. - Taure.
Rozpłakała się z głową na jego mostku.
Nie był na to przygotowany, nie bardzo wiedział co ma zrobić. Postanowił stać, przytulając ją i czekać, aż się wypłacze.
 Minęła sporo czasu, aż spojrzała mu w oczy. Jej powieki były czerwone, a policzki mokre.
 - Gdybym jej nie zabiła, nie spotkałabym was - ledwo usłyszał jej słowa. Uśmiechnął się mimowolnie.
 - Może to i nawet lepiej, że ją zabiłaś.
Spojrzała na niego smutnymi oczami, a w tedy E.N.D. ją pocałował.
Otworzyła szeroko oczy, sztywniejąc. Gorycz w jej gardle malała, a ból spowodowany odłamkami szkła wystających z jej pleców stał się daleki.
 - Nie odchodź - wyszeptał w jej usta.
Ona po tym nie potrafiła mówić, ani stać. Ledwo łapała powietrze. E.N.D. trzymał ją, by nie upadła.
 Było jej słabo, kręciło się w głowie. Zemdlała, słysząc, jak dziewczęcy głos woła jej imię.

Czuła promienie słońca na twarzy i delikatny wiatr na skórze oraz bój. Chciała otworzyć oczy, jednak powieki okazały się zbyt ciężkie.
 - Gemini - łagodny męski głos odbił się echem w jej głowie.
Rozchyliła powieki. Leżała na trawie, a wokół niej cztery osoby.
Głos należał do Zeref'a, siedzącego obok niej. Gemini zauważyła Akumę, stała przy swoim smoczym ojcu. E.N.D. stał po drugiej stronie dziewczyny.
 - Czemu nade mną stoicie? - zapytała słabym głosem, podniosła się na łokciach.
Akuma uklękła przy Gemini.
 - Nikt z nas nie chce byś odeszła - powiedziała Akuma. - Nie obchodzi nas jak bardzo grzeszyłaś. Jesteś częścią NASZEJ rodziny. Gdybyś odeszła to tak jakbyś zabiła nas wszystkich,
Zabójca Gwiazd spuścił głowę.
 - Wybaczamy ci - Akuma wstała i podała jej dłoń.
 Gemini nie chciała w to wierzyć, ale odczuła ulgę. Uśmiechnęła się.
 - Siostro... - wyszeptała.

~ Zakrwawiony Kapturek
_______

Rozdział gotowy, saga skończona. 
Tak, stwierdziłam, że podzielę rozdziały na sagi, Nazwy sag będą w spisie treści. Następny rozdział będzie rozdziałem pierwszym otwierającym drugą sagę.

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział VI - Seireikai


 - Innym razem- powiedziała i przeniosła się do innego wymiaru. - Seireikai...
 Świat Gwiezdnych Duchów, jej prawdziwy dom.
Stojąc na kamiennej posadzce, poczuła przypływ energii i mocy magicznej. Rozejrzała się ożywiona, spoglądając na kryształy przy ścieżce, pałac na lewitującej kuli, którą można by nazwać małą planetą, bańki, migoczące małe kuleczki, a wszystko w odcieniach fioletu, różu, złota i błękitu.
 Ruszyła pewnym krokiem, zmierzając do pałacu Króla Gwiezdnych Duchów, ale nie chciała składać u niego audiencji. Jej celem była biblioteka i archiwum.


Seireikai - jap. Świat Gwiezdnych Duchów
***

 - Co do... - Jackal nie wiedział jak zareagować.
 - Zniknęła - stwierdziła Lamy. - Jackal sprawił, że jędza wybuchła.
 Jackal spojrzał na nią z irytacją.
 - Nic nie zrobiłem - powiedział.
Natsu zeskoczył na arenę, podszedł do miejsca, gdzie kilka sekund wcześniej stała dziewczyna.
 - Akuma mnie zamorduje - powiedział do siebie.

 ***
Pokonawszy labirynt korytarzy, znalazła się w bibliotece. Zeszła po trzech stopniach na pawiment zdobiony mozaiką.
 - Dziadku Crux? - podeszła do starca, siedzącego na mozaikowym Krzyżu Południa
Starzec najwyraźniej spał. Miał zamknięte oczy i lekko kołysał się w przód i w tył, nie reagując na imię.
 Gemini dotknęła jego ramienia, a on wzdrygnął się i otworzył oczy. Zamrugał i przyjrzał się dziewczynie.
 - Gemini? 
 - A kto by inny? - przewróciła oczami, ale na jej twarzy widniał lekki uśmiech.
 - Nie przyszłaś tu bez powodu.
 - Oczywiście - usiadła na przeciw Crux'a. - Nigdy nie przychodzę bez powodu.
 - Czego byś chciała się dowiedzieć?
Swoje pytanie ułożyła w drodze do pałacu, bez marnowania czasu zapytała:
 - Czemu pobyt w świecie ludzi działa na mnie niekorzystnie, czuję się zmęczona, osłabiona, a moja moc magiczna jest słaba?
 - Zbyt długi pobyt na ziemi przynosi śmierć Gwiezdnemu Duchowi - powiedział. - Wy, Zabójcy Gwiazd, jesteście Duchami w połowie. Przyzwyczaj się do ziemi, spędzaj tam dnie i noce. A w tedy będziesz się czuła tam jak w Świecie Gwiezdnych Duchów. Póki co, ograniczaj się.
 - Dzięki, dziadku Crux - odetchnęła z ulgą.
Wstała i podeszła do drzwi. Spojrzała na Gwiezdnego Ducha, znów pogrążonego w śnie.
Wyszła. Im szybciej wróci tym mniej czasu upłynie na Ziemi.

***

Kiedy zebrał się na odwagę, czyli godzinę po tym jak wrócił, powiedział czarnowłosej dziewczynie co się stało na arenie.
 Akuma słuchała go w milczeniu, ale to była tylko cisza przed burzą.
 - W takim razie... gdzie jest moja siostrzyczka? - zapytała najspokojniej w świecie, uśmiechając się.
Natsu spuścił wzrok.
 - Nie wiem - odparł. 
Akuma wstała i zbliżyła się do demona.
 - Wiesz, że teraz cię rozszarpię? - zatrzepotała rzęsami.
 - Domyślam się...
 - MILCZ - warknęła. - Szukałeś jej?
 - Wydaje mi się, że ona zaplanowała...
 - SZUKAŁEŚ JEJ?
 - Nie...
Czarna materia skumulowała się wokół zaciśniętych pięści Zabójczyni. Akuma była bliska zadania ciosu, który powaliłby smoka
 - Jaki dziś mamy dzień? - zapytała.
 -  Ósmy dzień sierpnia, X284 roku - odparł Natsu.
 - Dzień twojej śmierci. Dam ci pięć sekund - powiedziała przez zęby.
Nie zamierzał zmarnować tych kilku sekund i rzucił się do ucieczki. Nie fatygował się schodzeniem po schodach, przeskoczył barierkę balkonową i zeskoczył na parter. Minął Gemini, biegnąć ku drzwiom. Udało mu się wybiec z rezydencji, ale czuł, że coś było nie tak.
Wrócił i ujrzał Akumę, tulącą Gemini, jakby była pluszową pandą.
 - Martwiłam się, siostrzyczko. Zniknęłaś bez uprzedzenia - mówiła Akuma. - Gdzie byłaś?
 - W Świecie Gwiezdnych Duchów - odparła Gemini.
Akuma spojrzała na siostrę.
 - Po co?
 - Od przebywania w tym świecie moja magia była osłabiona, kręciło mi się w głowie i zemdlałam na trzy dni. Chciałam wiedzieć czy to coś poważnego i poszłam do biblioteki...
 - I?
 - Muszę ograniczyć magię i wysiłek fizyczny na jakiś czas...

***

 - Rozumiem - powiedział Zeref, obserwując świat za szkłem okna gabinetu. 
Niebo szarzało, a chmury czerwieniły się. Rezydencja zaś rzucała spory cień na trawę łąki przed oknem.
 - Co teraz zrobimy? - zapytał E.N.D., niepewnie.
 - Będziemy czekać - Zeref odwrócił się w stronę brata. - Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu.
 E.N.D. kiwnął głową.
 - Wracaj do Tartarus, nie zaniedbuj swojej gildii, braciszku - powiedział Zeref

***
Gemini wyciągnęła się na łóżku.
 - O co im chodzi z tymi treningami? - zapytała Gemini.
 Nicolas wzruszył maleńkimi ramionami.
 - Plu, plu plu plue - powiedział.
 - Trochę - przyznała. - Troszeczkę podejrzane.
 - Plu.
 Gemini westchnęła.
 - Plue?
 - Chcę odpocząć od Gemi, Mini i reszty Zabójców oraz od Gwiezdnych Duchów.
 - Plu plue. Plu plu plu, plu - powiedział, siadając na poduszce.
 - Wiem. Mam jeszcze dużo czasu by poznać ten świat.
 - Plu, plue?
 - Nie. Nie chcę. Nie wiem ilu jest na świecie osób, które nie mogą umrzeć z przyczyn naturalnych.
 - Plue? Plu plu.
 - Wiem, ale zaczynają mnie traktować jakbym była ich młodszą siostrą. Kiedyś im powiem o...
 - Plu? Plu?
 - Tak, o tym też.

***

- Była w Świecie Gwiezdnych Duchów? - zapytał, a jego złote oczy błyszczały w blasku kuli światła.
 - Jestem pewny, że to wyczułeś, chłopcze - odparł Crux.
 - Musiałem się upewnić. Jest tu nadal?
 - Sądzę, że już wróciła do świata ludzi. Mówiła szybko, pewnie się śpieszyła.
 Złotooki chłopak westchnął i wyszedł z biblioteki. 
 - Chciałbym się z nią zobaczyć - powiedział, idąc korytarzem. - Czemu się za mną skradasz, Sco?
Czerwonowłosy Zabójca Gwiazd, zrównał krok z drugim Zabójcą.
- Nie skradam się - powiedział. - Byłem w pobliżu. Jeśli chcesz się zobaczyć z Gemini, powinieneś zejść na ziemię.
Spojrzał na Sco, jak na wariata.
 - Kiedy mnie zobaczy, wyciągnie jeden ze swoich nożyków i odetnie mi głowę.
 - To może ja pójdę?
 - Nie.
Sco przeczesał palcami swoje długie, czerwone włosy.
 - Mógłbyś je ściąć, wyglądasz jak dziewczyna - powiedział złotooki.
 - Jak ładna dziewczyna?
 - Za słabo wyposażony by zdobyć miano ładnej - westchnął.
 - Ty tylko patrzysz na kobiece biusty - mruknął Sco.
 - Nie - uśmiechnął się. - Na twarz też, ale to sprawa drugorzędna.
 - A charakter?
 - Czwartorzędny.
 - A co jest trzeciorzędne?
 Zabójca uśmiechnął się znacząco, a Sco przeszły ciarki.

~ Zakrwawiony Kapturek
___________

Przepraszam. Bardzo was przepraszam za moją nieaktywność. Dwa tygodnie byłam na obozie, a potem przez kilka dni u babci. Nie miałam jak pisać, a to co wyskrobałam na obozie usunęłam i napisałam od nowa, zaczynając wczoraj. Umiliłam wam te czekanie bajeczką - Czerwony Kapturek - możecie spodziewać się więcej przeróbek, zwłaszcza w roku szkolnym, gdzie mogę nie mieć czasu na pisanie długich rozdziałów i napiszę nieco krótszą bajeczkę, a dokładniej przerobię którąś z bardziej znanych baśni braci Grimm na wersję blogową.

Widzimy się z nowym rozdziałem już nie długo [ bo teraz mam dużo czasu]!

*dies from cuteness overload*



sobota, 8 sierpnia 2015

Czerwony Kapturek

''Była sobie raz mała słodka dzieweczka, którą każdy pokochał, kto ją tylko zobaczył, a najbardziej kochała ją babcia, która nie wiedziała wprost, co jeszcze jej dać. Pewnego razu podarowała jej kapturek z czerwonego aksamitu, a ponieważ bardzo ładnie jej leżał, nie chciała nosić niczego innego. Odtąd nazywano ją więc Czerwonym Kapturkiem. ,, ~ Bajki Braci Grimm

_____________________

 Promienie letniego słońca zajrzały do sypialni Czerwonego Kapturka, rozświetlając jej bladą, uśpioną twarzyczkę. Nawet bezlitosny ptak, fałszujący melodię na jej parapecie, nie był w stanie zakłócić jej niewinnego snu. Dopiero wielkie bydle, zwane jej wiernym, psim towarzyszem, przejechawszy po jej policzku jęzorem, spowitym śliną, obudziło dziewczynę.
 Otworzyła oczy, a czując odór z pyska zwierzęcia, strąciła go na ziemię. Pies otrząsnął się, wstał i zaczął ujadać.
 - Już wstaję, psie - wymamrotała, odrzucając kołdrę.
Usiadła, spuszczając nogi na miękki dywan. Spojrzała na psa, merdającego ogonem.
 - Co się tak cieszysz? - poklepała go po masywnym łbie.
Wstała podchodząc do szafy. Miejsce piżamy zajęła czarna, krótka do kolan sukienka z wyciętym dekoltem. Wciągnęła buty, sięgające za kostki i usłyszała głos swojej matki, wołający ją na śniadanie.
 Wyszła z sypialni i zbiegła po schodach, a kiedy już była w kuchni, usiadła przy stole i wgryzła się w samotną kanapkę z kozim serem.
 - Pójdziesz dziś do babci - oznajmiła matka Czerwonego Kapturka. - Zachorowała - postawiła przed dziewczyną koszyk. - Dasz jej te bułeczki, nieco koziego sera i magicznego naparu.
 Chciałaś powiedzieć wina, pomyślał Czerwony Kapturek, kończąc śniadanie.
 Zarzuciła na siebie czerwoną pelerynę, którą dostała od babci na trzynaste urodziny, cztery lata temu, ale wciąż pasowała rozmiarem do dziewczyny.
 Wzięła koszyczek i wyszła z domu.
 - Tylko nie zbaczaj ze ścieżki! - zawołała za nią matka.
 - Jasne - odparła z uśmiechem, idąc w podskokach, a jej biały warkocz podskakiwał przy każdym ruchu..
Każdy kto ją zobaczył witał się z nią i machał do niej,
 - Matka musi być dumna z tej dzieweczki, na pewno nie sprawia jej kłopotów - powiedział stary piekarz, otwierając piekarnię.
 - Śliczna jak jej matka - poparła staruszka, układająca jabłka na straganie. - Taka wesoła i miła. Zmierzasz do babci, kochanieńka?
 - Tak - odparła z uśmiechem.
 - Powinnaś już sobie wybrać męża, panienko - rzekł młody rybak.
 - Żaden mężczyzna nie zawrócił mi jeszcze w głowie - powiedział Czerwony Kapturek.
Minęła wszystkie domki wsi i zniknęła za drzewami na leśnej dróżce.
 Idąc ścieżką, rozpuściła włosy i przestała podskakiwać. Odetchnęła z ulgą.
 - Męczy mnie udawanie grzecznej - powiedziała, roztrzepując włosy i zaciągając na głowę kaptur. Poluźniła pelerynę, odsłaniając wcięcie na przodzie sukienki.
Ruszyła dalej. Od miejsca, w którym była, do miejsca, którego zmierzała miała pół godziny drogi.

Siedział zaczajony w krzakach, czekając na jakaś ofiarę. Słyszał kroki z oddali. Zwierzyna była coraz bliżej, sama do niego szła. Niewinna i nieświadoma. Zły Wilk nie mógł się doczekać. Gdy ją zobaczył z pyska pociekła mu ślina. Szła, słuchając śpiewu ptaków. Chód miała pewny, biały, roztrzepany włos, twarz skrytą pod kapturem. Zrobił krok do tyłu, przygotowując się do skoku. Nastąpił na gałązkę, która pękła pod ciężarem jego łapy. Serce mu stanęło, kiedy zatrzymała się i odrzuciła kaptur do tyłu.

Czerwony Kapturek spojrzał na podejrzanie wyglądający krzak. Wyciągnęła, niezauważalnie, mały nóż z koszyka. Stała i nasłuchiwała, marszcząc brwi.
 - Ale mam wybujała wyobraźnię, sądziłam, że to jakiś potwór - westchnęła, chowając nożyk.
Wilk podążył za nią, obmyślając plan schwytania dziewczyny. Mógł ją zaskoczyć, wyskakując zza drzew, albo złapać od tyłu.
 Wyszedł z krzaków i zaczął się do niej przybliżać.
Zatrzymała się i odwróciła, mając przeczucie, że coś ją śledzi. Zobaczyła wilka, opartego plecami o drzewo. Z jego blond włosów wystawały uszy, a z paców u dłoni pazury. Poruszał ogonem w lewo i w prawo, jakby merdał. Swój wzrok utkwił w jej jasnych oczach.
 - Kim jesteś? - zapytała.
 - Jestem Zły Wilk - uśmiechnął się. - A ty?
 - Czerwony Kapturek - przedstawiła się.
 - Nie boisz się sama po lesie chodzić? - przekrzywił głowę.
  -Nie boję się. Nie pierwszy raz idę do babci.
Babci, pomyślał Zły Wilk, czyżby  to ta starucha mieszkająca w tym domu przy rzece?
 - W tym lesie jest wiele groźnych zwierząt, może cię odprowadzę? - zaproponował Zły Wilk.
 - Nie, dziękuję - odwróciła się do niego plecami.
 Wilk uniósł brew i złapał ją za nadgarstek.
 - Nalegam, Czerwony Kapturku.
 - Zostaw mnie, Wilku - wywinęła się z jego uścisku i zaczęła biec.
 Zacisnął zęby i pobiegł drogą na skróty, przez las.

Do domku babci wpadł bez pukania.
 - Gdzie jesteś, stara torbo? - zawołał i uśmiechnął się, słysząc bicie jej serca. - Słyszę cię, starucho - wszedł do sypialni. - Zabiję cię szybko - powiedział i odrzucił pierzynę.
 Osoba leżąca na łóżku, skuliła się i zacisnęła powieki.
  - Na początek wyskakuj z ubrań, muszę nieco oszukać twoją śliczną wnuczkę.
Staruszka spojrzała na niego i zdarła czepek z siwych włosów, siadając na łóżku.
 - Tylko tknij ją palcem - zaskrzeczała.
 - Co mi zrobisz? Jesteś stara i słaba - powiedział z obrzydzeniem i złapał ją za ramiona. Wrzucił ją do spiżarni w kuchni i wrócił do sypialni.
Założył czepek i wszedł pod pierzynę.
 Nie czekał długo. Po kilku minutach, usłyszał jak Czerwony Kapturek wchodzi do chatki.
 - Babciu, jestem - zawołała zmęczona po szybkim, nie przerwanym biegu.
 - Babciu? Śpisz? - zapytała, wchodząc do sypialni.
 - Nie - odparł cicho Zły Wilk.
 - Głos ci się zmienił - odstawiła koszyk w kącie i podeszła do łóżka. - Jak już nie śpisz to pograjmy w jakaś grę karcianą, mam wino dla ciebie - nachyliła się, a Zły Wilk odrzucił pierzynę i złapał ją za ramiona.
Znalazła się pod nim, przyszpilona do łóżka.
 - Witaj, Czerwony Kapturku.
 Zaczęła się śmiać.
- O co ci chodzi? - zapytał.
 - Wyglądasz głupio w tym czepku.
Zdarł babciny czepek z głowy. Przestała się śmiać, ale to trwało jeszcze kilka minut.
 - I co teraz zrobisz? Zjesz mnie? - zapytała.
 - Powinnaś się bać, Czerwony Kapturku.
 - Nie boję się, Wilku.
 - Jestem Złym Wilkiem, Czerwony Kapturku.
 - Ale ty nie jesteś zły, Wilku.
 Nachylił się, upojony jej zapachem.
 - A ty nie jesteś grzeczną dziewczynką - wyszczerzył zęby.
Uśmiechnęła się.
 - Masz rację - zepchnęła go z łóżka i wybiegła z sypialni zamykając drzwi.
Dopiero teraz usłyszała ciche uderzanie. Pobiegła do kuchni i otworzyła drzwi spiżarni.
 - Czerwony Kapturku - zaskrzeczała. - Nic ci nie jest, gdzie ten Zły Wilk? Chodźmy po Myśliwego!
Babcia ruszyła do drzwi wyjściowych i zdołała wyjść z domku.
 Zły Wilk wydostał się z sypialni i rzucił się na Czerwonego Kapturka. Przycisnął ją do ściany, warcząc.
 Chciał coś powiedzieć, ale usłyszeli strzał. Zły Wilk rozejrzał się, ale nigdzie nie dostrzegł Myśliwego. Czerwony Kapturek stał sparaliżowany, ale kiedy się otrząsnęła, wybiegła na dwór.
 - Myśliwy? - zapytała widząc mężczyznę ze strzelbą, dumnie stojącego nad trupem.
 - Oto i ja! - zawołał. - Właśnie zabiłem Złego Wilka w przebraniu babci! Już was nie będzie niepokoił, dzieciaczki - wziął martwą staruszkę za nogę. - Żegnajcie!
Prawdziwy Zły Wilk stał za plecami Czerwonego Kapturka, i patrzył zza oddalającym się Myśliwym.
 - Masz ochotę na wino? - zapytała cicho dziewczyna.
 - Nie pogardzę po tym co widziałem - objął dziewczynę ramieniem i wrócili do chatki.
_____________________

Wystąpili:

Czerwony Kapturek - Gemini
 Zły Wilk - Jackal
 Mama  - Akuma
 Babcia - Acnologia
Myśliwy - E. N. D.



W tej bajce nie zginął Wilk, a Kapturek nie został zjedzony... tylko babcię postrzelili.


~ Zakrwawiony Kapturek


wow this is really cool l, just think about it for a while it has a lot of meaning...