''Była sobie raz mała słodka dzieweczka, którą każdy pokochał, kto ją tylko zobaczył, a najbardziej kochała ją babcia, która nie wiedziała wprost, co jeszcze jej dać. Pewnego razu podarowała jej kapturek z czerwonego aksamitu, a ponieważ bardzo ładnie jej leżał, nie chciała nosić niczego innego. Odtąd nazywano ją więc Czerwonym Kapturkiem. ,, ~ Bajki Braci Grimm
_____________________
Promienie letniego słońca zajrzały do sypialni Czerwonego Kapturka, rozświetlając jej bladą, uśpioną twarzyczkę. Nawet bezlitosny ptak, fałszujący melodię na jej parapecie, nie był w stanie zakłócić jej niewinnego snu. Dopiero wielkie bydle, zwane jej wiernym, psim towarzyszem, przejechawszy po jej policzku jęzorem, spowitym śliną, obudziło dziewczynę.
Otworzyła oczy, a czując odór z pyska zwierzęcia, strąciła go na ziemię. Pies otrząsnął się, wstał i zaczął ujadać.
- Już wstaję, psie - wymamrotała, odrzucając kołdrę.
Usiadła, spuszczając nogi na miękki dywan. Spojrzała na psa, merdającego ogonem.- Już wstaję, psie - wymamrotała, odrzucając kołdrę.
- Co się tak cieszysz? - poklepała go po masywnym łbie.
Wstała podchodząc do szafy. Miejsce piżamy zajęła czarna, krótka do kolan sukienka z wyciętym dekoltem. Wciągnęła buty, sięgające za kostki i usłyszała głos swojej matki, wołający ją na śniadanie.
Wyszła z sypialni i zbiegła po schodach, a kiedy już była w kuchni, usiadła przy stole i wgryzła się w samotną kanapkę z kozim serem.
- Pójdziesz dziś do babci - oznajmiła matka Czerwonego Kapturka. - Zachorowała - postawiła przed dziewczyną koszyk. - Dasz jej te bułeczki, nieco koziego sera i magicznego naparu.
Chciałaś powiedzieć wina, pomyślał Czerwony Kapturek, kończąc śniadanie.
Zarzuciła na siebie czerwoną pelerynę, którą dostała od babci na trzynaste urodziny, cztery lata temu, ale wciąż pasowała rozmiarem do dziewczyny.
Wzięła koszyczek i wyszła z domu.
- Tylko nie zbaczaj ze ścieżki! - zawołała za nią matka.
- Jasne - odparła z uśmiechem, idąc w podskokach, a jej biały warkocz podskakiwał przy każdym ruchu..
Każdy kto ją zobaczył witał się z nią i machał do niej,
- Matka musi być dumna z tej dzieweczki, na pewno nie sprawia jej kłopotów - powiedział stary piekarz, otwierając piekarnię.
- Śliczna jak jej matka - poparła staruszka, układająca jabłka na straganie. - Taka wesoła i miła. Zmierzasz do babci, kochanieńka?
- Tak - odparła z uśmiechem.
- Powinnaś już sobie wybrać męża, panienko - rzekł młody rybak.
- Żaden mężczyzna nie zawrócił mi jeszcze w głowie - powiedział Czerwony Kapturek.
Minęła wszystkie domki wsi i zniknęła za drzewami na leśnej dróżce.
Idąc ścieżką, rozpuściła włosy i przestała podskakiwać. Odetchnęła z ulgą.
- Męczy mnie udawanie grzecznej - powiedziała, roztrzepując włosy i zaciągając na głowę kaptur. Poluźniła pelerynę, odsłaniając wcięcie na przodzie sukienki.
Ruszyła dalej. Od miejsca, w którym była, do miejsca, którego zmierzała miała pół godziny drogi.
Siedział zaczajony w krzakach, czekając na jakaś ofiarę. Słyszał kroki z oddali. Zwierzyna była coraz bliżej, sama do niego szła. Niewinna i nieświadoma. Zły Wilk nie mógł się doczekać. Gdy ją zobaczył z pyska pociekła mu ślina. Szła, słuchając śpiewu ptaków. Chód miała pewny, biały, roztrzepany włos, twarz skrytą pod kapturem. Zrobił krok do tyłu, przygotowując się do skoku. Nastąpił na gałązkę, która pękła pod ciężarem jego łapy. Serce mu stanęło, kiedy zatrzymała się i odrzuciła kaptur do tyłu.
Czerwony Kapturek spojrzał na podejrzanie wyglądający krzak. Wyciągnęła, niezauważalnie, mały nóż z koszyka. Stała i nasłuchiwała, marszcząc brwi.
- Ale mam wybujała wyobraźnię, sądziłam, że to jakiś potwór - westchnęła, chowając nożyk.
Wilk podążył za nią, obmyślając plan schwytania dziewczyny. Mógł ją zaskoczyć, wyskakując zza drzew, albo złapać od tyłu.
Wyszedł z krzaków i zaczął się do niej przybliżać.
Zatrzymała się i odwróciła, mając przeczucie, że coś ją śledzi. Zobaczyła wilka, opartego plecami o drzewo. Z jego blond włosów wystawały uszy, a z paców u dłoni pazury. Poruszał ogonem w lewo i w prawo, jakby merdał. Swój wzrok utkwił w jej jasnych oczach.
- Kim jesteś? - zapytała.
- Jestem Zły Wilk - uśmiechnął się. - A ty?
- Czerwony Kapturek - przedstawiła się.
- Nie boisz się sama po lesie chodzić? - przekrzywił głowę.
-Nie boję się. Nie pierwszy raz idę do babci.
Babci, pomyślał Zły Wilk, czyżby to ta starucha mieszkająca w tym domu przy rzece?
- W tym lesie jest wiele groźnych zwierząt, może cię odprowadzę? - zaproponował Zły Wilk.
- Nie, dziękuję - odwróciła się do niego plecami.
Wilk uniósł brew i złapał ją za nadgarstek.
- Nalegam, Czerwony Kapturku.
- Zostaw mnie, Wilku - wywinęła się z jego uścisku i zaczęła biec.
Zacisnął zęby i pobiegł drogą na skróty, przez las.
Do domku babci wpadł bez pukania.
- Gdzie jesteś, stara torbo? - zawołał i uśmiechnął się, słysząc bicie jej serca. - Słyszę cię, starucho - wszedł do sypialni. - Zabiję cię szybko - powiedział i odrzucił pierzynę.
Osoba leżąca na łóżku, skuliła się i zacisnęła powieki.
- Na początek wyskakuj z ubrań, muszę nieco oszukać twoją śliczną wnuczkę.
Staruszka spojrzała na niego i zdarła czepek z siwych włosów, siadając na łóżku.
- Tylko tknij ją palcem - zaskrzeczała.
- Co mi zrobisz? Jesteś stara i słaba - powiedział z obrzydzeniem i złapał ją za ramiona. Wrzucił ją do spiżarni w kuchni i wrócił do sypialni.
Założył czepek i wszedł pod pierzynę.
Nie czekał długo. Po kilku minutach, usłyszał jak Czerwony Kapturek wchodzi do chatki.
- Babciu, jestem - zawołała zmęczona po szybkim, nie przerwanym biegu.
- Babciu? Śpisz? - zapytała, wchodząc do sypialni.
- Nie - odparł cicho Zły Wilk.
- Głos ci się zmienił - odstawiła koszyk w kącie i podeszła do łóżka. - Jak już nie śpisz to pograjmy w jakaś grę karcianą, mam wino dla ciebie - nachyliła się, a Zły Wilk odrzucił pierzynę i złapał ją za ramiona.
Znalazła się pod nim, przyszpilona do łóżka.
- Witaj, Czerwony Kapturku.
Zaczęła się śmiać.
- O co ci chodzi? - zapytał.
- Wyglądasz głupio w tym czepku.
Zdarł babciny czepek z głowy. Przestała się śmiać, ale to trwało jeszcze kilka minut.
- I co teraz zrobisz? Zjesz mnie? - zapytała.
- Powinnaś się bać, Czerwony Kapturku.
- Nie boję się, Wilku.
- Jestem Złym Wilkiem, Czerwony Kapturku.
- Ale ty nie jesteś zły, Wilku.
Nachylił się, upojony jej zapachem.
- A ty nie jesteś grzeczną dziewczynką - wyszczerzył zęby.
Uśmiechnęła się.
- Masz rację - zepchnęła go z łóżka i wybiegła z sypialni zamykając drzwi.
Dopiero teraz usłyszała ciche uderzanie. Pobiegła do kuchni i otworzyła drzwi spiżarni.
- Czerwony Kapturku - zaskrzeczała. - Nic ci nie jest, gdzie ten Zły Wilk? Chodźmy po Myśliwego!
Babcia ruszyła do drzwi wyjściowych i zdołała wyjść z domku.
Zły Wilk wydostał się z sypialni i rzucił się na Czerwonego Kapturka. Przycisnął ją do ściany, warcząc.
Chciał coś powiedzieć, ale usłyszeli strzał. Zły Wilk rozejrzał się, ale nigdzie nie dostrzegł Myśliwego. Czerwony Kapturek stał sparaliżowany, ale kiedy się otrząsnęła, wybiegła na dwór.
- Myśliwy? - zapytała widząc mężczyznę ze strzelbą, dumnie stojącego nad trupem.
- Oto i ja! - zawołał. - Właśnie zabiłem Złego Wilka w przebraniu babci! Już was nie będzie niepokoił, dzieciaczki - wziął martwą staruszkę za nogę. - Żegnajcie!
Prawdziwy Zły Wilk stał za plecami Czerwonego Kapturka, i patrzył zza oddalającym się Myśliwym.
- Masz ochotę na wino? - zapytała cicho dziewczyna.
- Nie pogardzę po tym co widziałem - objął dziewczynę ramieniem i wrócili do chatki.
_____________________
Wystąpili:
Czerwony Kapturek - Gemini
Zły Wilk - Jackal
Mama - Akuma
Babcia - Acnologia
Myśliwy - E. N. D.
W tej bajce nie zginął Wilk, a Kapturek nie został zjedzony... tylko babcię postrzelili.
~ Zakrwawiony Kapturek

Ciekawa interpretacja baśni Braci Grimm. Czekam na kolejne rodziały ;*
OdpowiedzUsuń