niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział VII - Zabiłam Zabójcę Gwiazd

Gemini otworzyła oczy, budząc się. Ziewnęła, siadając i przeciągnęła się.
 - Długo sobie pospałam - stwierdziła.
Rozejrzała się po pokoju i opadła na poduszki.
 - Co mi szkodzi... - wymamrotała, zaciągając kołdrę  pod brodę.
Nicolas, który czekał trzy godziny, z przerwami, aż dziewczyna się obudzi, szturchnął ją.
 - Plu plu - powiedział podirytowany.
 - Daj mi spać - jęknęła. - Dopiero południe... - schowała twarz w poduszkę.
Gwiezdny duch zeskoczył z jej łóżka, nie chciał dać za wygraną.
 - Plu - mruknął, a kiedy udało mu się doskoczyć do klamki wyszedł z sypialni.
Na korytarzu było cicho i pusto.
Poszedł na lewo i zapukał do czyiś drzwi. Odpowiedziała mu cisza.
 - Co ty tu robisz, maluchu? - zapytał męski głos.
Nicolas odwrócił się. Napotkawszy złote oczy, zaczął się bardziej trząść niż zwykle.
 - Czym ty jesteś? - zapytał, biorąc go na ręce.
 - Plu - odparł.
 - Ty jesteś zwierzątkiem Zodiakalnej? - Acnologia przekrzywił głowę, przyglądając się Nicolasowi.
Gwiezdny Duch spojrzał na niego zdziwiony i przerażony.
 - Zjadłbym cię - stwierdził Acnologia. - Ale utknąłbyś mi między zębami, maluchu. Odniosę cię.
Trzymając go na dłoni, wszedł do sypialni Gemini. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Nachylił się nad dziewczyną, podpierając się prawą, wolną ręką o jedną z poduszek.
 - Uważaj na niego, kochanie - zamruczał jej do ucha, kładąc na łóżku Nicolas'a.
Położyła się na plecach.
 - Dzień dobry, skarbie - uśmiechnął się.
 Nie odpowiedziała mu, nie ufając porannemu oddechowi.
Uniósł brew.
 - Plu - mruknął Nicolas.
Acnologia spojrzał na niego, a Gemini zakopała się w kołdrze.
 - Maleńka, nie chowaj się...
 - Chcę spać - odpowiedział mu głos z pod kołdry.
 - PLU - Nicolas wskoczył na Gemini i złapał kołdrę próbując zrzucić ją z dziewczyny . - PLU! - spojrzał na Acnologię.
Mężczyzna zrozumiał po chwili. Nicolasa odstawił na podłogę, po czym zrzucił z dziewczyny kołdrę. Jego oczom ukazała się skulona białowłosa w beżowej halce.
 Wymamrotała coś, podnosząc się. Spojrzała na Acnologię i wstała, kierując się do łazienki.

Po ośmiu minutach wyszła odświeżona w fioletowej todze.
Rozejrzała się, przeczesując palcami wilgotne włosy.
Poczuła jak traci grunt pod nogami. Acnologia, stojący za nią, wziął ją na ręce.
 - Nie dasz mi dziś spokoju? - zapytała.
Wyniósł ją z sypialni. Nicolas wyszedł za nimi, za wszelką cenę próbując dotrzymać kroku Acnologii.
 - E.N.D.'a nie ma to ktoś musi się tobą opiekować.
 - Jak to?
 - Wrócił do gildii.
 - Długo go nie będzie?
 - A co? Już tęsknisz? - postawił ją na podłodze.
Poczuła chłód posadzki stopami.
- Nie. Nie tęsknię - odparła. - Pójdę do biblioteki...
Skierowała kroki w tamtą stronę, Acnologia szedł za nią i otworzył jej drzwi.
 - Od kiedy jesteś dżentelmenem? - zapytała.
 Uśmiechnął się do niej.
 - I tak nie poruchasz - minęła go.
Zeszła po schodach i zobaczyła Akumę siedzącą w fotelu na przeciw niej Zeref. Wyglądali jakby przerwali rozmowę w chwili, kiedy Gemini weszła do biblioteki.
 - Witajcie - powiedziała niepewnie.
 Spojrzeli na nią.
Zawisła nad nimi cisza, którą, z uśmiechem, przerwała Akuma.
 - Gemini, siostrzyczko. Jak życie?
Białowłosa zmarszczyła brwi.
 - E.N.D. wrócił do gildii? - postanowiła nie odpowiadać na pytanie Akumy.
 - Dziś rano - odparła. - Nie mówił ci?
 - Nie...

 Gemini po niecałych dwóch tygodniach odzyskała siły. Pobyt na Ziemi odczuwała równie dobrze (albo nawet i lepiej) jak pobyt w Świecie Gwiezdnych Duchów. Odzyskała pełną moc, ale nikomu o tym nie wspomniała, znajdując zawsze jakąś odpowiedź odnośnie jej stanu zdrowia. Tak więc Gemini ten czas spędzała w bibliotece. Mało rozmawiała z resztą domowników, nie licząc Acnologii, który ''nadzorował'' ją w bibliotece. Spokój zastawał ją jedynie w jej sypialni. Trwało to miesiąc, aż Akuma, zaniepokojona ''powolnym powrotem do zdrowia'' Gemini, postanowiła ją o to zapytać, albo nawet i sprawdzić czy już wyzdrowiała.

 Akuma weszła do biblioteki, gdzie przez ostatnie cztery tygodnie, w ciągu dnia, przesiadywała Gemini.
 - Siostrzyczko? Jesteś tu? - Akuma rozejrzała się po czym weszła na piętro biblioteki.
Zmarszczyła brwi, nie widząc jej. Wciągnęła powietrze do płuc, poczuła zapach Zabójcy Gwiazd nieporównywalny z żadnym Ziemskim zapachem - delikatny, świeży. Kierując się za zapachem doszła do sypialni Zerefa. Zdziwiła się, po czym zaczęła nasłuchiwać. Słyszała ich głosy.
 W jej głowie zrodziła się chora scena.

 ~ Zeref, nie możemy *zarumieniona Gemini*
 ~ Czego się boisz?
~ Będzie boleć?
~ Rozluźnij się... *mruczy Zeref*
~ A co jeśli Akuma siedzi pod drzwiami?
~ Ci...
~ Aaaah!

 Akuma potrząsnęła głową, nie mogąc uwierzyć, że o tym pomyślała. Będzie to jeszcze ją dręczyło przed snem.
  - Przepraszam - usłyszała głos Gemini. - Chyba ... - nie dosłyszała.
 - W tedy sprawiałabyś, że wiele osób pogrążyłoby się w smutku - łagodny głos Zerefa, sprawiał, że Akuma się przybliżyła do drzwi.
 - Ale... - teraz Gemini
 Nie mogła rozróżnić słów wypowiedzianych przez Czarnego Maga. Zlały się w jedność.
 - Zeref?
 - Tak?
 - Ktoś jest za drzwiami...
Akuma przez chwilę pomyślała o ucieczce, ale ta myśl sama uciekła, kiedy Zeref otworzył drzwi sypialni.
 - Podsłuchujesz?
 - Szukam siostry.
Zeref wpuścił ją. Zabójczyni Gwiazd siedziała na skraju fotela z czerwonymi oczami.
 - Zeref, co jej się stało? - zapytała Akuma, klękając przy białowłosej.
 - Tylko nie dodawaj jej poczucia winy - odparł Czarny Mag.
 - O czym ty mówisz? - spytała.
Gemini spuściła głowę i zacisnęła pięści na błękitnej todze.
 - Powiedziała wszystko co siedziało na jej Gwiezdnej Duszy.
 - Powinnam odejść - odezwała się cicho Gemini.
Akuma miała ochotę trzasnąć ją w twarz i to zrobiła.
Gemini spojrzała na nią zdziwiona.
 - Okłamałam was - Gemini wstała. - Nie mam imienia, nie mam historii. Jestem w połowie Gwiezdnym Duchem ... umarłabym czterysta lat temu gdyby nie Gemi i Mini, a od kilku lat jestem wyrzutkiem Gwiezdnego Świata. Nienawidzę ludzkiej części mnie. Brzydzą mnie ludzie i nie jesteś moją siostrą. Nie mam prawa być częścią waszej rodziny. Nie zasłużyłam. Powinnam odejść.
Akuma cofnęła się o krok i jeszcze raz uderzyła Gemini, a białowłosa tylko stała.
 - Nie masz prawa mówić, że nie należysz do naszej rodziny - powiedziała Akuma, rozzłoszczona. - Jak możesz mówić, że powinnaś odejść?! Jak możesz mówić, że nie zasłużyłaś?
 - Przez moje... grzechy - odparła Gemini.
 - Jakie grzechy?
Odgłos pukania rozległ się po sypialni. Drzwi uchyliły się, a w drzwiach pojawił się E.N.D.
 - Bracie? Wróciłem... - zamilkł widząc Akumę i Gemini.
Akuma zignorowała jego przybycie...
 - Gemini, jakie grzechy? - powtórzyła.
 - Przeze mnie jest już tylko osiemdziesiąt osiem konstelacji...
 - C-co?
 - Zabiłam siedmiu gwiezdnych duchów i zniszczyłam ich konstelacje.
 - Czemu?
 -  Nie pamiętam.
 Akuma podeszła do Gemini.
 - Coś jeszcze?
Gemini zaszkliły się oczy.
 -  Zabiłam Zabójcę Gwiazd. Zabiłam kogoś z mojej Gwiezdnej Rodziny - powiedziała cicho, nie patrząc jej w oczy.
 - Zabiłaś członka rodziny? - szepnęła.
 - Nie panowałam nad sobą - Gemini zerknęła na nią.
Akuma zebrała myśli, zaczerpnęła powietrza i powoli je wypuściła.

Gemini wyleciała przez okno, rozbijając je swoim ciałem na drobne kawałki. E.N.D. patrzył w osłupieniu na Akumę, która przed chwilą użyła Pięści Demonicznego Zabójcy Smoków, celując w brzuch biąłowłosej. Zeref nie krył zdziwienia. Zauważył wzbierające się łzy w oczach Akumy, podszedł do niej i przytulił ją.
 - E.N.D. Idź do Gemini - powiedział.

Gemini leżała pośród odłamków szkła. Była nieco oszołomiona. Kątem oka dostrzegła E.N.D.'a.
 - Wróciłeś - powiedziała słabym głosem, gapiąc się w niebo.
 - Ale ty chcesz odejść...
 - Akuma właśnie mnie wyrzuciła z... domu - wydawało jej się, że pierwszy raz użyła świadomie tego określenia na rezydencję.
 - Nie zostawiaj rozpoczętej historii - szepnął.
Pomógł jej wstać. Przyciągnął ją do siebie i objął umięśnionymi ramionami.
 - Kogo zabiłaś? - zapytał cicho.
 -  Pierwszą Zabójczynię Byka - szepnęła. - Taure.
Rozpłakała się z głową na jego mostku.
Nie był na to przygotowany, nie bardzo wiedział co ma zrobić. Postanowił stać, przytulając ją i czekać, aż się wypłacze.
 Minęła sporo czasu, aż spojrzała mu w oczy. Jej powieki były czerwone, a policzki mokre.
 - Gdybym jej nie zabiła, nie spotkałabym was - ledwo usłyszał jej słowa. Uśmiechnął się mimowolnie.
 - Może to i nawet lepiej, że ją zabiłaś.
Spojrzała na niego smutnymi oczami, a w tedy E.N.D. ją pocałował.
Otworzyła szeroko oczy, sztywniejąc. Gorycz w jej gardle malała, a ból spowodowany odłamkami szkła wystających z jej pleców stał się daleki.
 - Nie odchodź - wyszeptał w jej usta.
Ona po tym nie potrafiła mówić, ani stać. Ledwo łapała powietrze. E.N.D. trzymał ją, by nie upadła.
 Było jej słabo, kręciło się w głowie. Zemdlała, słysząc, jak dziewczęcy głos woła jej imię.

Czuła promienie słońca na twarzy i delikatny wiatr na skórze oraz bój. Chciała otworzyć oczy, jednak powieki okazały się zbyt ciężkie.
 - Gemini - łagodny męski głos odbił się echem w jej głowie.
Rozchyliła powieki. Leżała na trawie, a wokół niej cztery osoby.
Głos należał do Zeref'a, siedzącego obok niej. Gemini zauważyła Akumę, stała przy swoim smoczym ojcu. E.N.D. stał po drugiej stronie dziewczyny.
 - Czemu nade mną stoicie? - zapytała słabym głosem, podniosła się na łokciach.
Akuma uklękła przy Gemini.
 - Nikt z nas nie chce byś odeszła - powiedziała Akuma. - Nie obchodzi nas jak bardzo grzeszyłaś. Jesteś częścią NASZEJ rodziny. Gdybyś odeszła to tak jakbyś zabiła nas wszystkich,
Zabójca Gwiazd spuścił głowę.
 - Wybaczamy ci - Akuma wstała i podała jej dłoń.
 Gemini nie chciała w to wierzyć, ale odczuła ulgę. Uśmiechnęła się.
 - Siostro... - wyszeptała.

~ Zakrwawiony Kapturek
_______

Rozdział gotowy, saga skończona. 
Tak, stwierdziłam, że podzielę rozdziały na sagi, Nazwy sag będą w spisie treści. Następny rozdział będzie rozdziałem pierwszym otwierającym drugą sagę.

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział VI - Seireikai


 - Innym razem- powiedziała i przeniosła się do innego wymiaru. - Seireikai...
 Świat Gwiezdnych Duchów, jej prawdziwy dom.
Stojąc na kamiennej posadzce, poczuła przypływ energii i mocy magicznej. Rozejrzała się ożywiona, spoglądając na kryształy przy ścieżce, pałac na lewitującej kuli, którą można by nazwać małą planetą, bańki, migoczące małe kuleczki, a wszystko w odcieniach fioletu, różu, złota i błękitu.
 Ruszyła pewnym krokiem, zmierzając do pałacu Króla Gwiezdnych Duchów, ale nie chciała składać u niego audiencji. Jej celem była biblioteka i archiwum.


Seireikai - jap. Świat Gwiezdnych Duchów
***

 - Co do... - Jackal nie wiedział jak zareagować.
 - Zniknęła - stwierdziła Lamy. - Jackal sprawił, że jędza wybuchła.
 Jackal spojrzał na nią z irytacją.
 - Nic nie zrobiłem - powiedział.
Natsu zeskoczył na arenę, podszedł do miejsca, gdzie kilka sekund wcześniej stała dziewczyna.
 - Akuma mnie zamorduje - powiedział do siebie.

 ***
Pokonawszy labirynt korytarzy, znalazła się w bibliotece. Zeszła po trzech stopniach na pawiment zdobiony mozaiką.
 - Dziadku Crux? - podeszła do starca, siedzącego na mozaikowym Krzyżu Południa
Starzec najwyraźniej spał. Miał zamknięte oczy i lekko kołysał się w przód i w tył, nie reagując na imię.
 Gemini dotknęła jego ramienia, a on wzdrygnął się i otworzył oczy. Zamrugał i przyjrzał się dziewczynie.
 - Gemini? 
 - A kto by inny? - przewróciła oczami, ale na jej twarzy widniał lekki uśmiech.
 - Nie przyszłaś tu bez powodu.
 - Oczywiście - usiadła na przeciw Crux'a. - Nigdy nie przychodzę bez powodu.
 - Czego byś chciała się dowiedzieć?
Swoje pytanie ułożyła w drodze do pałacu, bez marnowania czasu zapytała:
 - Czemu pobyt w świecie ludzi działa na mnie niekorzystnie, czuję się zmęczona, osłabiona, a moja moc magiczna jest słaba?
 - Zbyt długi pobyt na ziemi przynosi śmierć Gwiezdnemu Duchowi - powiedział. - Wy, Zabójcy Gwiazd, jesteście Duchami w połowie. Przyzwyczaj się do ziemi, spędzaj tam dnie i noce. A w tedy będziesz się czuła tam jak w Świecie Gwiezdnych Duchów. Póki co, ograniczaj się.
 - Dzięki, dziadku Crux - odetchnęła z ulgą.
Wstała i podeszła do drzwi. Spojrzała na Gwiezdnego Ducha, znów pogrążonego w śnie.
Wyszła. Im szybciej wróci tym mniej czasu upłynie na Ziemi.

***

Kiedy zebrał się na odwagę, czyli godzinę po tym jak wrócił, powiedział czarnowłosej dziewczynie co się stało na arenie.
 Akuma słuchała go w milczeniu, ale to była tylko cisza przed burzą.
 - W takim razie... gdzie jest moja siostrzyczka? - zapytała najspokojniej w świecie, uśmiechając się.
Natsu spuścił wzrok.
 - Nie wiem - odparł. 
Akuma wstała i zbliżyła się do demona.
 - Wiesz, że teraz cię rozszarpię? - zatrzepotała rzęsami.
 - Domyślam się...
 - MILCZ - warknęła. - Szukałeś jej?
 - Wydaje mi się, że ona zaplanowała...
 - SZUKAŁEŚ JEJ?
 - Nie...
Czarna materia skumulowała się wokół zaciśniętych pięści Zabójczyni. Akuma była bliska zadania ciosu, który powaliłby smoka
 - Jaki dziś mamy dzień? - zapytała.
 -  Ósmy dzień sierpnia, X284 roku - odparł Natsu.
 - Dzień twojej śmierci. Dam ci pięć sekund - powiedziała przez zęby.
Nie zamierzał zmarnować tych kilku sekund i rzucił się do ucieczki. Nie fatygował się schodzeniem po schodach, przeskoczył barierkę balkonową i zeskoczył na parter. Minął Gemini, biegnąć ku drzwiom. Udało mu się wybiec z rezydencji, ale czuł, że coś było nie tak.
Wrócił i ujrzał Akumę, tulącą Gemini, jakby była pluszową pandą.
 - Martwiłam się, siostrzyczko. Zniknęłaś bez uprzedzenia - mówiła Akuma. - Gdzie byłaś?
 - W Świecie Gwiezdnych Duchów - odparła Gemini.
Akuma spojrzała na siostrę.
 - Po co?
 - Od przebywania w tym świecie moja magia była osłabiona, kręciło mi się w głowie i zemdlałam na trzy dni. Chciałam wiedzieć czy to coś poważnego i poszłam do biblioteki...
 - I?
 - Muszę ograniczyć magię i wysiłek fizyczny na jakiś czas...

***

 - Rozumiem - powiedział Zeref, obserwując świat za szkłem okna gabinetu. 
Niebo szarzało, a chmury czerwieniły się. Rezydencja zaś rzucała spory cień na trawę łąki przed oknem.
 - Co teraz zrobimy? - zapytał E.N.D., niepewnie.
 - Będziemy czekać - Zeref odwrócił się w stronę brata. - Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu.
 E.N.D. kiwnął głową.
 - Wracaj do Tartarus, nie zaniedbuj swojej gildii, braciszku - powiedział Zeref

***
Gemini wyciągnęła się na łóżku.
 - O co im chodzi z tymi treningami? - zapytała Gemini.
 Nicolas wzruszył maleńkimi ramionami.
 - Plu, plu plu plue - powiedział.
 - Trochę - przyznała. - Troszeczkę podejrzane.
 - Plu.
 Gemini westchnęła.
 - Plue?
 - Chcę odpocząć od Gemi, Mini i reszty Zabójców oraz od Gwiezdnych Duchów.
 - Plu plue. Plu plu plu, plu - powiedział, siadając na poduszce.
 - Wiem. Mam jeszcze dużo czasu by poznać ten świat.
 - Plu, plue?
 - Nie. Nie chcę. Nie wiem ilu jest na świecie osób, które nie mogą umrzeć z przyczyn naturalnych.
 - Plue? Plu plu.
 - Wiem, ale zaczynają mnie traktować jakbym była ich młodszą siostrą. Kiedyś im powiem o...
 - Plu? Plu?
 - Tak, o tym też.

***

- Była w Świecie Gwiezdnych Duchów? - zapytał, a jego złote oczy błyszczały w blasku kuli światła.
 - Jestem pewny, że to wyczułeś, chłopcze - odparł Crux.
 - Musiałem się upewnić. Jest tu nadal?
 - Sądzę, że już wróciła do świata ludzi. Mówiła szybko, pewnie się śpieszyła.
 Złotooki chłopak westchnął i wyszedł z biblioteki. 
 - Chciałbym się z nią zobaczyć - powiedział, idąc korytarzem. - Czemu się za mną skradasz, Sco?
Czerwonowłosy Zabójca Gwiazd, zrównał krok z drugim Zabójcą.
- Nie skradam się - powiedział. - Byłem w pobliżu. Jeśli chcesz się zobaczyć z Gemini, powinieneś zejść na ziemię.
Spojrzał na Sco, jak na wariata.
 - Kiedy mnie zobaczy, wyciągnie jeden ze swoich nożyków i odetnie mi głowę.
 - To może ja pójdę?
 - Nie.
Sco przeczesał palcami swoje długie, czerwone włosy.
 - Mógłbyś je ściąć, wyglądasz jak dziewczyna - powiedział złotooki.
 - Jak ładna dziewczyna?
 - Za słabo wyposażony by zdobyć miano ładnej - westchnął.
 - Ty tylko patrzysz na kobiece biusty - mruknął Sco.
 - Nie - uśmiechnął się. - Na twarz też, ale to sprawa drugorzędna.
 - A charakter?
 - Czwartorzędny.
 - A co jest trzeciorzędne?
 Zabójca uśmiechnął się znacząco, a Sco przeszły ciarki.

~ Zakrwawiony Kapturek
___________

Przepraszam. Bardzo was przepraszam za moją nieaktywność. Dwa tygodnie byłam na obozie, a potem przez kilka dni u babci. Nie miałam jak pisać, a to co wyskrobałam na obozie usunęłam i napisałam od nowa, zaczynając wczoraj. Umiliłam wam te czekanie bajeczką - Czerwony Kapturek - możecie spodziewać się więcej przeróbek, zwłaszcza w roku szkolnym, gdzie mogę nie mieć czasu na pisanie długich rozdziałów i napiszę nieco krótszą bajeczkę, a dokładniej przerobię którąś z bardziej znanych baśni braci Grimm na wersję blogową.

Widzimy się z nowym rozdziałem już nie długo [ bo teraz mam dużo czasu]!

*dies from cuteness overload*



sobota, 8 sierpnia 2015

Czerwony Kapturek

''Była sobie raz mała słodka dzieweczka, którą każdy pokochał, kto ją tylko zobaczył, a najbardziej kochała ją babcia, która nie wiedziała wprost, co jeszcze jej dać. Pewnego razu podarowała jej kapturek z czerwonego aksamitu, a ponieważ bardzo ładnie jej leżał, nie chciała nosić niczego innego. Odtąd nazywano ją więc Czerwonym Kapturkiem. ,, ~ Bajki Braci Grimm

_____________________

 Promienie letniego słońca zajrzały do sypialni Czerwonego Kapturka, rozświetlając jej bladą, uśpioną twarzyczkę. Nawet bezlitosny ptak, fałszujący melodię na jej parapecie, nie był w stanie zakłócić jej niewinnego snu. Dopiero wielkie bydle, zwane jej wiernym, psim towarzyszem, przejechawszy po jej policzku jęzorem, spowitym śliną, obudziło dziewczynę.
 Otworzyła oczy, a czując odór z pyska zwierzęcia, strąciła go na ziemię. Pies otrząsnął się, wstał i zaczął ujadać.
 - Już wstaję, psie - wymamrotała, odrzucając kołdrę.
Usiadła, spuszczając nogi na miękki dywan. Spojrzała na psa, merdającego ogonem.
 - Co się tak cieszysz? - poklepała go po masywnym łbie.
Wstała podchodząc do szafy. Miejsce piżamy zajęła czarna, krótka do kolan sukienka z wyciętym dekoltem. Wciągnęła buty, sięgające za kostki i usłyszała głos swojej matki, wołający ją na śniadanie.
 Wyszła z sypialni i zbiegła po schodach, a kiedy już była w kuchni, usiadła przy stole i wgryzła się w samotną kanapkę z kozim serem.
 - Pójdziesz dziś do babci - oznajmiła matka Czerwonego Kapturka. - Zachorowała - postawiła przed dziewczyną koszyk. - Dasz jej te bułeczki, nieco koziego sera i magicznego naparu.
 Chciałaś powiedzieć wina, pomyślał Czerwony Kapturek, kończąc śniadanie.
 Zarzuciła na siebie czerwoną pelerynę, którą dostała od babci na trzynaste urodziny, cztery lata temu, ale wciąż pasowała rozmiarem do dziewczyny.
 Wzięła koszyczek i wyszła z domu.
 - Tylko nie zbaczaj ze ścieżki! - zawołała za nią matka.
 - Jasne - odparła z uśmiechem, idąc w podskokach, a jej biały warkocz podskakiwał przy każdym ruchu..
Każdy kto ją zobaczył witał się z nią i machał do niej,
 - Matka musi być dumna z tej dzieweczki, na pewno nie sprawia jej kłopotów - powiedział stary piekarz, otwierając piekarnię.
 - Śliczna jak jej matka - poparła staruszka, układająca jabłka na straganie. - Taka wesoła i miła. Zmierzasz do babci, kochanieńka?
 - Tak - odparła z uśmiechem.
 - Powinnaś już sobie wybrać męża, panienko - rzekł młody rybak.
 - Żaden mężczyzna nie zawrócił mi jeszcze w głowie - powiedział Czerwony Kapturek.
Minęła wszystkie domki wsi i zniknęła za drzewami na leśnej dróżce.
 Idąc ścieżką, rozpuściła włosy i przestała podskakiwać. Odetchnęła z ulgą.
 - Męczy mnie udawanie grzecznej - powiedziała, roztrzepując włosy i zaciągając na głowę kaptur. Poluźniła pelerynę, odsłaniając wcięcie na przodzie sukienki.
Ruszyła dalej. Od miejsca, w którym była, do miejsca, którego zmierzała miała pół godziny drogi.

Siedział zaczajony w krzakach, czekając na jakaś ofiarę. Słyszał kroki z oddali. Zwierzyna była coraz bliżej, sama do niego szła. Niewinna i nieświadoma. Zły Wilk nie mógł się doczekać. Gdy ją zobaczył z pyska pociekła mu ślina. Szła, słuchając śpiewu ptaków. Chód miała pewny, biały, roztrzepany włos, twarz skrytą pod kapturem. Zrobił krok do tyłu, przygotowując się do skoku. Nastąpił na gałązkę, która pękła pod ciężarem jego łapy. Serce mu stanęło, kiedy zatrzymała się i odrzuciła kaptur do tyłu.

Czerwony Kapturek spojrzał na podejrzanie wyglądający krzak. Wyciągnęła, niezauważalnie, mały nóż z koszyka. Stała i nasłuchiwała, marszcząc brwi.
 - Ale mam wybujała wyobraźnię, sądziłam, że to jakiś potwór - westchnęła, chowając nożyk.
Wilk podążył za nią, obmyślając plan schwytania dziewczyny. Mógł ją zaskoczyć, wyskakując zza drzew, albo złapać od tyłu.
 Wyszedł z krzaków i zaczął się do niej przybliżać.
Zatrzymała się i odwróciła, mając przeczucie, że coś ją śledzi. Zobaczyła wilka, opartego plecami o drzewo. Z jego blond włosów wystawały uszy, a z paców u dłoni pazury. Poruszał ogonem w lewo i w prawo, jakby merdał. Swój wzrok utkwił w jej jasnych oczach.
 - Kim jesteś? - zapytała.
 - Jestem Zły Wilk - uśmiechnął się. - A ty?
 - Czerwony Kapturek - przedstawiła się.
 - Nie boisz się sama po lesie chodzić? - przekrzywił głowę.
  -Nie boję się. Nie pierwszy raz idę do babci.
Babci, pomyślał Zły Wilk, czyżby  to ta starucha mieszkająca w tym domu przy rzece?
 - W tym lesie jest wiele groźnych zwierząt, może cię odprowadzę? - zaproponował Zły Wilk.
 - Nie, dziękuję - odwróciła się do niego plecami.
 Wilk uniósł brew i złapał ją za nadgarstek.
 - Nalegam, Czerwony Kapturku.
 - Zostaw mnie, Wilku - wywinęła się z jego uścisku i zaczęła biec.
 Zacisnął zęby i pobiegł drogą na skróty, przez las.

Do domku babci wpadł bez pukania.
 - Gdzie jesteś, stara torbo? - zawołał i uśmiechnął się, słysząc bicie jej serca. - Słyszę cię, starucho - wszedł do sypialni. - Zabiję cię szybko - powiedział i odrzucił pierzynę.
 Osoba leżąca na łóżku, skuliła się i zacisnęła powieki.
  - Na początek wyskakuj z ubrań, muszę nieco oszukać twoją śliczną wnuczkę.
Staruszka spojrzała na niego i zdarła czepek z siwych włosów, siadając na łóżku.
 - Tylko tknij ją palcem - zaskrzeczała.
 - Co mi zrobisz? Jesteś stara i słaba - powiedział z obrzydzeniem i złapał ją za ramiona. Wrzucił ją do spiżarni w kuchni i wrócił do sypialni.
Założył czepek i wszedł pod pierzynę.
 Nie czekał długo. Po kilku minutach, usłyszał jak Czerwony Kapturek wchodzi do chatki.
 - Babciu, jestem - zawołała zmęczona po szybkim, nie przerwanym biegu.
 - Babciu? Śpisz? - zapytała, wchodząc do sypialni.
 - Nie - odparł cicho Zły Wilk.
 - Głos ci się zmienił - odstawiła koszyk w kącie i podeszła do łóżka. - Jak już nie śpisz to pograjmy w jakaś grę karcianą, mam wino dla ciebie - nachyliła się, a Zły Wilk odrzucił pierzynę i złapał ją za ramiona.
Znalazła się pod nim, przyszpilona do łóżka.
 - Witaj, Czerwony Kapturku.
 Zaczęła się śmiać.
- O co ci chodzi? - zapytał.
 - Wyglądasz głupio w tym czepku.
Zdarł babciny czepek z głowy. Przestała się śmiać, ale to trwało jeszcze kilka minut.
 - I co teraz zrobisz? Zjesz mnie? - zapytała.
 - Powinnaś się bać, Czerwony Kapturku.
 - Nie boję się, Wilku.
 - Jestem Złym Wilkiem, Czerwony Kapturku.
 - Ale ty nie jesteś zły, Wilku.
 Nachylił się, upojony jej zapachem.
 - A ty nie jesteś grzeczną dziewczynką - wyszczerzył zęby.
Uśmiechnęła się.
 - Masz rację - zepchnęła go z łóżka i wybiegła z sypialni zamykając drzwi.
Dopiero teraz usłyszała ciche uderzanie. Pobiegła do kuchni i otworzyła drzwi spiżarni.
 - Czerwony Kapturku - zaskrzeczała. - Nic ci nie jest, gdzie ten Zły Wilk? Chodźmy po Myśliwego!
Babcia ruszyła do drzwi wyjściowych i zdołała wyjść z domku.
 Zły Wilk wydostał się z sypialni i rzucił się na Czerwonego Kapturka. Przycisnął ją do ściany, warcząc.
 Chciał coś powiedzieć, ale usłyszeli strzał. Zły Wilk rozejrzał się, ale nigdzie nie dostrzegł Myśliwego. Czerwony Kapturek stał sparaliżowany, ale kiedy się otrząsnęła, wybiegła na dwór.
 - Myśliwy? - zapytała widząc mężczyznę ze strzelbą, dumnie stojącego nad trupem.
 - Oto i ja! - zawołał. - Właśnie zabiłem Złego Wilka w przebraniu babci! Już was nie będzie niepokoił, dzieciaczki - wziął martwą staruszkę za nogę. - Żegnajcie!
Prawdziwy Zły Wilk stał za plecami Czerwonego Kapturka, i patrzył zza oddalającym się Myśliwym.
 - Masz ochotę na wino? - zapytała cicho dziewczyna.
 - Nie pogardzę po tym co widziałem - objął dziewczynę ramieniem i wrócili do chatki.
_____________________

Wystąpili:

Czerwony Kapturek - Gemini
 Zły Wilk - Jackal
 Mama  - Akuma
 Babcia - Acnologia
Myśliwy - E. N. D.



W tej bajce nie zginął Wilk, a Kapturek nie został zjedzony... tylko babcię postrzelili.


~ Zakrwawiony Kapturek


wow this is really cool l, just think about it for a while it has a lot of meaning...