czwartek, 17 września 2015

. Rozdział II - Złota Rybka

  Niebo przybrało pomarańczowy odcień brzasku.
  Gemini przetarła oczy, zmęczona po całonocnej jeździe stępem. Przy najbliższym strumyku zsiadła z Brzask, pozwoliła koniowi się napić i poskubać trawy przystrojonej rosą.

  Kiedy słońce było już w zenicie wsiadła na Brzask i popędziła ją do galopu.
Jeszcze tej nocy znalazły się w mieście, a dokładniej pod murami miasta.
 - Kto idzie? - zapytał strażnik ubrany we wściekle zielone getry i beret na ogolonej głowie.
 - Posłaniec jej królewskiej mości. Otwórz mi bramę - odparła Gemini spokojnym tonem.
 - Nie mogę. Brama otwierana rano - mówił jakby recytował wierszyk, łamanym językiem, który świadczył o jego wiejskim pochodzeniu.
 - Hę? - dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Środki bezpieczeństwa. Przyjdźta jutro!
Gemini zacisnęła pięści na wodzy klaczy.
- Królowa nie będzie zachwycona zwłoką - zawróciła konia.

  Siedząc na kamieniu i trzymając wodzę śpiącej klaczy Gemini walczyła z sennością. Nie mogła tak po prostu wysadzić bramy. Strażnicy podnieśliby alarm oznajmiając przybycie maga. Panika ogarnęłaby miasto, a niektórzy rozpoczęliby polowania.
- Uhu uhu hu.
Podskoczyła, słysząc Vulcana. Dostrzegła jego oczy w ciemnościach. Zielony, wielki goryl wyszczerzył kły, odbijające światło księżyca.
- Ty! Moja! - zabrzał podniecony głos Vulcana. 
- Chyba w snach - mruknęła Gemini, a w jej głowie zaświtał pomysł.
- Pójdziesz ze mną. Uhu hu uhu.
Gemini przewróciła oczami.
- Jeśli coś dla mnie zrobisz - powiedziała.
- Zrobić? 
- Tak. W tedy mnie weźmiesz - kłamała z uśmiechem na ustach.
- Co zrobić? Uhu.
- Idź po swoich kolegów i rozwal bramę miasta ludzi - powiedziała.
- Uhu! - Vulcan odbiegł.

Po pół godzinie dało się słyszeć dźwięk rogu i odgłosy wydawane przez stado napalonych, zielonych goryli.
Gemini wsiadła na Brzask. Galopem dotarły pod mury.
Vulcany wywarzyły bramę. Było ich czterech, w okół nich tłum ludzi w zielonych beretach z włóczniami w dłoniach. Gemini uśmiechnęła się.
- Technika Zabójcy Gwiazd - wyciągnęła rękę przed siebie. - Złota Rybka.
Z jej dłoni wystrzeliła mała złota rybka i popłynęła w powietrzu do Vulcan'ów i strażników.
Oślepiający błysk światła zakrył scenerię przed rozwaloną bramą.
Ludzie i goryle leżeli na ziemi oszołomieni.
Gemini nie tracąc czasu przekroczyła mury miasta. Brzask nie patrzyła czy staje na ziemi czy na ludzkich ciałach. Szła grzecznie za Gemini.
 Ulica główna była pokryta kamiennymi kocimi łbami. Była szeroka, a po obydwu jej stronach stały domy kupców i bogatszej części ludności. Niektóre budynki na parterze miały witryny sklepowe. Drogę oświetlały pochodnie, powieszone na metalowych kołkach, wbite w kamienne ściany.
 W głowie Gemini zrodziło się pytanie, na które po chwili sama sobie odpowiedziała. 
 Czemu smoki nie zniszczyły tego miasta? Oh, wszystkie budynki są z kamienia.
Po ułamku sekundy jeszcze jedno pytanie. Mogły by inaczej zniszczyć... nie używając ognia. Coś je musi odstraszać.
I w tedy przypomniała sobie jedną z wielu rozmów z Acnologią przeprowadzoną w bibliotece.
 - Są tu jakieś miasta? - zapytała.
 - Najbliżej jest Rosalia, o ile nie przekręciłem nazwy...
 - Byłeś tam? 
 -Kilka razy. Nie lubię tego miasta. Mają brzydkie dziwki.
 - Tylko dlatego?
 - Eh... nie znam smoka, który zapuściłby się w tamte tereny. Głupi ludzie wybudowali to miasto na Ziemi Wężownika. Emanuje dziwną energią.
 Zauważyła plac główny, trzysta metrów dalej. Dostrzegła posąg wyciosany z kamienia, przedstawiał ogromnego węża, ''siedział'' z wygiętą szyją i łbem skierowanym w stronę bramy, oplatając ogonem podest. Za nim stała szubienica z trzema sznurami.
 Usłyszała tupot wielu nóg.
Skryła się z klaczą w zaułku, miedzy najbliższymi dwoma budynkami. Druga grupa strażników pobiegła do bramy. Złota Rybka nie trwa długo na ludziach. Najprawdopodobniej zielone getry i berety stały nad Vuclanami, przebijając ich włóczniami.
Gemini postanowiła nie wracać na główną ulicę. Zauważyła, że zaułek ciągnie się dalej. Szła dalej, coraz głębiej. Usłyszała dwa głosy. Męski i kobiecy.
 - No już, oduczy cię to szlajania się po zmroku, ślicznotko - zarechotała męska postać.
 - Zostaw mnie, brudasie - zapiszczał damski głos.
Gemini, mimo braku oświetlenia, widziała ich. Mężczyzna trzymał śliczną blondynkę, w niebieskiej todze, za ramiona i przyciskał do ściany.
 - No dalej - zerechotał. - Podciągnij sukieneczkę - znów zarechotał.
Zabójczyni dostrzegła jak podwija jej togę i łapie za nagie udo. Blondynka pisnęła i zaczęła go bić małymi piąstkami. Zarechotał ponownie i złapał jej nadgarstki, i trzymał ponad jej głową. Blondynka wiła się, próbując uciec, ale mężczyzna był silniejszy. Przycisnął ją całym ciałem do ściany ze zboczonym uśmiechem.
 Zostawię ich samych, pomyślała i chciała zawrócić, lecz Brzask zarżała w sprzeciwie.

 Odwrócił głowę w kierunku hałasu i zobaczył konia, a obok niego zakapturzoną postać. Koń zarżał ponownie i prychnął gniewnie. 
 - Czego tu? - warknął mężczyzna.
Postać nie odpowiedziała.
 - Świetnie - mruknął. - To stój i patrz - spojrzał na blondynkę i podwinął jej togę.

Gemini pociągnęła w dół wodze klaczy, by się uspokoiła. O co chodzi temu koniowi? Brzask szturchnęła nosem ramię Zabójczyni.
 - Zostaw tę panią - odezwała się, zmieniając ton głosu by wydawał się męski. 
 - I co jeszcze? - prychnął facet. - Wypierdalaj z tond. Przeszkadzasz mi - kontynuował podwijanie togi blondyny.
 - Głuchy, a może głupi? - Gemini błysnęła teraz złotymi oczami. - Nieważne. Twój czas się skończył.
 - Co ty pierdolisz, chłopie? - mężczyzna spojrzał na postać, odrywając wzrok od dekoltu blondynki.
 - Technika Zabójcy Gwiazd: Strzała - Gemini wyciągnęła przed siebie rękę, z której wystrzeliła złota strzała i trafiła mężczyznę. Ten zatoczył się do tyłu puszczając blondynkę i upadł na kamienne kocie łby.
 Blondynka stała sparaliżowana, a potem spojrzała na Zabójczynię.
 - Ty jesteś magiem - szepnęła.
 - I?
 - Dziękuję - podeszła do Zabójczyni. - Dziękuję ci, mój panie. Uratowałeś mnie.
Brzask wyprostowała się dumnie.
  - Uważaj na siebie. Drugi raz mnie nie spotkasz - powiedziała Zabójczyni Gwiazd.
 Blondynka skinęła głową.
 - Jeszcze raz ci dziękuję, mój panie - zarzuciła ręce na szyi Gemini i ją pocałowała.
Ciało Zabójczyni zesztywniało, ale równie szybko się rozluźniło pod wpływem warg dziewczyny. Jeśli gra mężczyznę niech gra do końca.
Blondynka zarumieniła się, cofając o krok.
 - Żegnaj - powiedziała i pobiegła w stronę głównej ulicy.
Gemini wytarła usta wierzchem dłoni i ruszyła w dalszą drogę.
 Domy z ładnych kamienic zmieniały się w coraz bardziej zniszczone aż doszła do slumsów.
 - Śmierdzi tu - mruknęła, a Brzask zadrżała, popierając ją. - Przynajmniej tu drogi są oświetlone...
Przeszły mostem, pod którym Gemini zauważyła biedaczkę opłakującą wychudzone dziecko.
Mijała ruderę, aż zaczepiła ją dziwka.
 - Chodź, nie pożałujesz - rudowłosa dziewczyna również pomyliła płeć Gemini.
Rzeczywiście brzydka, pomyślała,
 - Po pięciu piwach śliczności! - zawołał ktoś ze środka burdelu.
Twarz Gemini wygięła się w obrzydzeniu i poszła dalej.
Błądząc doszła do mniej ubogiej części. Stały tam karczmy, a w nich śpiewali pijani faceci z kelnerkami na kolanach.
Nieco dalej postawiona została drewniana stajnia. Gemini przywiązała klacz do pala i usiadła na sianie, opierając się plecami o ścianę i przymknęła oczy.

 - Hej. Zbudź się.
Gemini otworzyła oko, ale nic poza czernią kaptura nie zobaczyła. Podniosła się i strzepała siano z policzka, czuła, że nie spała długo. Spojrzała na chłopaka klęczącego przy niej.
 - Zabalowało się wczoraj, co? - młodzieniec uśmiechnął się.
 - Dopadło mnie zmęczenie - mruknęła Gemini. - Jestem... posłańcem - zrzuciła kaptur.
 - Oh. Jesteś dziewczyną. 
 Spojrzała na niego z pod byka i wstała.
 - Kogo stajnia? - zapytała.
 - Moja, po rodzicach - powiedział.
 - Masz wolny boks? - zapytała, odwiązując brzask.
 - Może mam...
 Wcisnęła mu dłoń małą sakiewkę.
 - Pięć nocy z wyżywieniem - pogładziła swojego wierzchowca po szyi.
 - Liczyłem na inną zapłatę.
 Gemini spojrzała na niego.
 - Kpisz sobie ze mnie? - zapytała szorstko.
Zaśmiał się i wziął od niej wodze klaczy.
Gemini poszła za nim i patrzyła jak wprowadza jej klacz do boksu, po czym ściąga z niej wodze i siodło i kładzie na sianie przy wejściu do boksu.
 - Do zobaczenia, Brzask - pogładziła klaczkę po chrapach i wyszła.
 - Ej! - zawołał za nią chłopak. - Nie chciałabyś przenocować? Chyba nie masz się gdzie podziać...
Spojrzała na niego.
 - Zajmij się moim koniem - powiedziała i ruszyła w stronę zamku, którego jedyne trzy wieżyczki wystawały ponad dachy domów.

 - Jestem posłańcem. Mam list dla księżniczki - oznajmiła strażnikom, którzy stali u wrót. Ich berety były wściekle żółte.
 - A od kogo? - dopytał strażnik.
 - Od mego pana.
 - Kim jest twój pan?
Uśmiechnęła się.
 - Technika Zabójcy Gwiazd: Andromeda - powiedziała, patrząc to na jednego to na drugiego, a ich umysły zostały jej na krótki czas podporządkowane. 
Otworzyli jej drzwi, patrzą jak zombie przed siebie,. Weszła stawiając pewne siebie kroki.

~Viku
___

Chciałam nieco rozwinąć, ale stwierdziłam, że po co macie dłużej czekać.


Butterfly koi:






sobota, 12 września 2015

. Rozdział I - Nie usłyszysz jej


Akuma uwielbiała takie wieczory jak ten. Stała na balkonie w sukience, która zakrywała blizny na jej ciele, patrząc na zachodzące słońce.
Wspominała szczęśliwe dzieciństwo. Nie pamiętała wydarzeń sprzed siedemnastu lat.
 Zanurzyła się we wspomnieniach, w których Acnologia zabierał ją nad jezioro. Miała w tedy dziewięć lat, gdy zaczął uczyć ją pływać. Po prostu wrzucał ją do wody.
 - Dopłyń do mnie, diable.
 - Tato, topię się.
 - Uspokój się - mówił łagodniej niż zwykle. - Woda sama cię uniesie. 
  Westchnęła. Jednak najbardziej wyrazistymi wspomnieniami były dni, w których Acnologia uczył ją technik Zabójcy Smoków.
 - Użyj tego ciosu na mnie.
 - Nie chcę!
 - Nic mi nie będzie, diable. 
 - Pięść Czarnego Smoka!
Ośmioletnia Akuma uderzyła w brzuch swojego smoczego ojca.
 - Już? Nic nie poczułem...
 - Ale...
 - Kiedyś będziesz wystarczająco silna, by wyrządzić krzywdę nawet mi.
 - Nie chcę cię krzywdzić, tatusiu...
Uniosła głowę, a jej wzrok spoczął na najjaśniejszej gwieździe. Ciekawe co to za konstelacja, pomyślała Akuma, Gemini pewnie wie.
 Dziewczyna potrząsnęła głową, wracając do poprzednich myśli.
 - Wystarczająco silna - powiedziała do siebie - stałam się, kiedy odkryłam moją Smoczą Siłę...
 - Czym jest Smocza Siła? - zapytał cichy głos, dochodzący z jej pokoju.
 Akuma rozpoznała ten zapach, a jej siostra weszła na balkon.
 - Potężna technika, a raczej stadium Zabójcy Smoków - powiedziała Akuma. - Kiedy ciało Zabójcy zaczyna przypominać ciało smoka. A siła, szybkość i moc zwiększa się. Zabójcy Gwiazd nie maja czegoś takiego? Seirei Fōsu?
 - Zodiak - powiedziała. - Ale pełną siłę Gwiazd otrzymujemy, kiedy zabijemy nasz zodiak. Moment, w którym stajemy się Gwiezdnym Duchem i tracimy dostęp do technik Zabójcy Gwiazd. Nie potrafiłabym zabić moich rodziców.
 - Też nazywacie ich rodzicami?
 - Wychowali nas. Jak inaczej mielibyśmy ich nazywać? - Gemini oparła się o barierkę. - Piękne dziś niebo. Ani jednej chmury... - przymknęła oczy, czując na skórze przyjemnie zimne powietrze. - Lubię tę melodię...
 - Jaką melodię? - zapytała Akuma, nie słysząc żadnej muzyki nawet przy smoczych zmysłach.
 - Nie usłyszysz jej - mówiła melancholijnym głosem. - Jej piosenka niesie się po niebie.
 - Kogo?
 - Lyra - Gemini otworzyła oczy i wskazała dłonią gwiazdozbiór. - Gra na Lutni... i zaczęła śpiewać.
Akuma słyszała tylko świerszcze i szelest smoczych skrzydeł.
 - Zabierzesz mnie kiedyś do swojego świata? - zapytała Akuma.
 - Kiedyś - odparła Gemini. - W dalekiej przyszłości.
 Akuma uśmiechnęła się.
 - Jaki jest twój świat?
 - Fioletowy - odparła Gemini z lekkim uśmiechem.

***

 - Co cię spowolniło? - zapytał Zeref.
 - Oglądałam gwiazdy z Akumą - odparła Gemini, siadając w fotelu. - Czemu chciałeś się ze mną spotkać?
 - Chciałabyś zostać księżniczką? - zapytał.
 - Nie rozumiem cię, Zeref - powiedziała zdziwiona.
 - Potrzebna mi jest twoja umiejętność kopiowania. Nie mogę wysłać żadnego demona, one nienawidzą ludzi. A Acnologia... jest smokiem.
 - Co ma do tego zostanie księżniczką?
 - Rodzina królewska nie wie, że są w posiadaniu magicznego przedmiotu. Mają pierścień z czarnego kamienia, który może ich zabić. Absorbuje w sobie wielką moc, nie zabije tylko potężnego maga.
 - Nie chcesz uratować ludzi, potrzebujesz tej błyskotki, prawda?
 - Zdobądź ją, ale tak, by nie wyglądało to na robotę maga, ani złodzieja.
 - Zeref... ja też nienawidzę ludzi.
 - Ale ty powstrzymasz się przed wysadzeniem ich małego królestwa, prawda?
Kiwnęła głową.
 - Królowa wydaje za mąż najstarszą córkę. Zaręczyny odbędą się za pięć dni. Wybierze kandydata, który zaręczy się tym pierścieniem z księżniczką. Prawdziwa księżniczka by została pochłonięta przez kamień. Jak długo wytrzyma twoja Magia Kopii?
- Kilka minut.
 - To ważne, Gemini - Zeref wstał i podszedł do niej.
 - Zrobię wszystko co w mojej mocy - powiedziała. - Tylko jak mam się dostać do królestwa i rozpoznać księżniczkę?
 - Za wschód od rezydencji. Piesza droga potrwa trzy dni, weź jakieś stworzenie ze stajni. Księżniczkę rozpoznasz bez problemów. Minęło jej już piętnaście wiosen, a jej rodzeństwo to wciąż bachory.
 - Akuma...
 - Powiem jej, że musiałaś się udać do swojego świata i wrócisz za kilka dni
 - Dobrze - westchnęła. - Wyruszę za godzinę... Zeref, ten pierścień ma jakieś imię?
 - Nocne Niebo - odparł mag, a Gemini wyszła z salonu.
Zamknęła drzwi i spostrzegła, opartego o ścianę, demona. Nie patrzył na nią, ale złapał ją za nadgarstek, kiedy przeszła obok.
 Udał się z nią do wyjścia, bez słowa.
Wyszli z rezydencji, a dziewczyna poczuła na skórze chłodne, nocne powietrze.
 - Słyszałeś...
 - Nie - odpowiedział zanim skończyła. - Nie słyszałem, ale wiem gdzie jedziesz i co masz zrobić. Mówił mi.
 - Nie wyglądasz na zadowolonego.
 - Nie chcę cię spuszczać z oka - powiedział.
Gemini spuściła wzrok. Od kiedy ją pocałował minęły trzy dni i od tego czasu starał się spędzić z nią każdą wolną chwilę za dnia. Towarzyszył jej w bibliotece, grał z nią w gry karciane w salonie i spacerował z nią po szklarni, ale nie spędził z nią jeszcze żadnej nocy. Gemini czuła się nieco nieswojo w jego towarzystwie. Może miała lekkie poczucie winy, które przejdzie jej z czasem?
Wchodząc do stajni uderzyło ją ciepło.
 - Co bierzesz? - zapytał.
 - Konia - odparła. - Nie chcę się wyróżniać na przerośniętym kocie.
Podeszła do boksu bułanej klaczy.
 - Witaj Brzask - pogładziła konia po chrapach.
Klacz zadrżała. Gemini odwróciła się, by iść po sprzęt, ale E.N.D. trzymał już sprzęt zwierzęcia.
Gemini wyczyściła klacz i zarzuciła na nią czarny czaprak, po czym siodło i założyła jej uzdę. Wyprowadziła w pełni ubraną klacz ze stajni.
 - E.N.D. - spojrzała na demona. - Tylko nie się martw się o mnie.
 Demon westchnął. Przytulił dziewczynę, po czym uniósł jej brodę i spojrzał jej w oczy. Pocałował ją po raz pierwszy od czasu ich pierwszego pocałunku.
Klacz pchnęła Gemini nosem, nie mogąc się doczekać podróży.
Zabójczyni Gwiazd odkleiła się od demona.
 - Tylko nie spadnij, Gwiazdko - uśmiechnął się.
 - Bardzo śmieszne - przewróciła oczami i wsiadła na konia. - Szukająca Gwiazda: Kompas - powiedziała, a w jej dłoni pojawił się mały kompas. Spojrzała na E.N.D. i uśmiechnęła się mimowolnie.
- Szkoda, że dziś nie ma pełni - powiedział.
- Wystarczą mi gwiazdy - powiedziała, a koń ruszył stępem na wchód.

~Viku
__

Okey, pierwszy rozdział Sagi Bliźniąt.
Pisałam ten rozdział trzy razy, aż w końcu się udało.

He's so cute^^

sobota, 5 września 2015

Saga Bliźniąt

 Płomienie pożerały wioskę. Drewniane domy nadgryzał  niebieski ogień, a ludzie próbowali uciec, trzymając w rękach dobytek. Zwierzęta uciekały z zagród, a te którym się nie udało płonęły żywcem.  Smok zanurkował łapiąc między zęby kobietę z dzieckiem w ramionach. Kreatura wzbiła się w powietrze i zatrzasnęła na niej zęby. Deszcz krwi skroplił wściekle czerwone ogniki.
  W powietrzu unosiły się piski, wycia i kwiczenie zmieszane ze swądem palonych ciał ludzkich i zwierzęcych.
 Ryk smoka rozległ się po niebie. Wodospad ognia wydobył się z pyska gada, zalewając wioskę. Kolejne krzyki przedarły się ponad pożogę.
 Nikt nie zwracał uwagi na dziecko, które utknęło pod gałęzią. Los dziecka przypieczętowała łapa smoka, rozgniatając główkę chłopczyka.
 Smok musiał się wyładować emocje, a ta wioska po prostu miała pecha.


 Niebo o brzasku przybrało kolor krwi, nie pozwalając zapomnieć o wydarzeniach z poprzedniego dnia.
 Płomienie zniknęły, zostawiając po sobie zgliszcza, będące zarazem cmentarzyskiem.
 Patrzył na to z twarzą, która nie wyrażała żadnych emocji. Ruszył między gruzy.
 Trupy... Trupy wszędzie... Droga usłana ścierwem... Szkielety drzew przystrojone zwęglonymi wnętrznościami...  A jeden jedyny płacz wniósł się ponad wszystko.
 Zatrzymał się. Zmienił kierunek, kierując się w stronę źródła hałasu.
 Zobaczył mężczyznę i kobietę, a raczej ich truchła przygniecione drewnianą belą. Twarze mieli w piachu, ale ręce wyciągnięte przed siebie, jakby próbowali coś... ochronić? Może te płaczące maleństwo? Te poranione, pokryte krwią, ze skórą stopioną na małej nóżce, dziecko?
 Zmarszczył brwi i podszedł do maleństwa. Przekrzywił głowę, patrząc na rozryczanego gówniarza.
 - Czego ryczysz? - zapytał mężczyzna.
Dziecko spojrzało na niego czerwonymi oczami, wciąż szklącymi się od łez. Siedziało, nie potrafiąc stać. Wyciągnęła do niego rączki.
 - Chodź, mały diable - wziął ją na ręce i zabrał daleko od zgliszczy, które sam stworzył.

Wystarczająco silna, skoro przeżyła.
Wystarczająco silna, by żyć dalej.

~ Viku
___

Wprowadzenie do Sagi Bliźniąt. 

 Czego się możecie spodziewać? 

~  NIE BĘDĘ SIĘ JUŻ PODPISYWAŁA ZAKRWAWIONY KAPTUREK, TERAZ NA KOŃCU ROZDZIAŁU BĘDZIE WIDNIAŁO ~ VIKU [moje obozowe przezwisko]

~ Poznacie wszystkich zabójców gwiazd
~ Co wyniknie z pocałunku E.N.D. i Gemini?
 ~ Czy Zerefowi i Akumie uda się spędzić wspólnie noc.
~ Erotyki... długo się naczekaliście, więc w końcu jakiś trzeba napisać - zgodnie z obietnicą.
~ Na pewno coś skomplikuję :D

Nekomimi's Vanilla and Chocolate Chibis:

~Każdy obrazek pochodzi z Pinterst